Wojciech Gerson. Gdańsk w XVII wieku. 1865. Olej na płótnie. 103,5 x 147 cm. Muzeum Narodowe, Poznań.


Niektórzy mają skłonność do nadinterpretacji. Nieistniejących szukając podtekstów, podejrzliwie snują nowe wątki. A innym znów razem redukują przekaz, sprowadzając go do biograficznej notki. Tu jednak pomiędzy wierszami trzeba umieć czytać...
Ze zrozumieniem.

poniedziałek, 28 października 2013

Ojcowie Dominikanie

Jako, że cenię profesjonalizm, w każdą niedzielę staram się odwiedzać kościół tych wspaniałych Ojców.
W przeciwnym razie mam wrażenie braku, czasami nawet ogarnia mnie irytacja. Ale nie o tym dzisiaj.  Zabytkowy,  XII-wieczny kościół Św. Mikołaja w Gdańsku, usytuowany na Starówce składa się na ten niepowtarzalny klimat, dla którego warto podjąć ( w moim przypadku półgodzinną) podróż do Sródmieścia. Kiedyś, w dzieciństwie, była to moja parafia; potem "nasze drogi" (z czego zadowolona nie jestem) , rozeszły się jakoś.
Teraz przypomniałam sobie zabawną historyjkę. Od najmłodszych lat dom mój miał ścisły związek z zakonnikami w biało-czarnych habitach. Każda wizyta "po kolędzie" kończyła się kolacją u nas.
Rodzice szykowali poczęstunek, dzieciaki układały zabawki, cała rodzina stawała na baczność.
Po skończonej części oficjalnej przychodził czas na główną atrakcję wieczoru. W miłej komitywie zazwyczaj przesiadywano do późna. Rozmowom nie było końca, zwłaszcza, że przeor, pasjonat fotografii, znalazł w osobie mojego taty równego sobie zapaleńca. Tu można by pomyśleć, że ksiądz też człowiek.         Lecz hola, hola, bez takich tam! 
W naszym domu panował bezgraniczny szacunek dla osób duchownych, niepodobieństwem byłoby jakiekolwiek lekceważące słowo o nich. W moich wyobrażeniach Ojcowie jawili się istotami nieziemskimi prawie. 
Jednak w kontekście tych przyjaznych wizyt, zaczęło mnie nurtować nieodparte pytanie.
Czy Świątobliwi Mężowie podzielają z resztą ludzkości jej fizjologiczne potrzeby.
Zaraz jednak wzięłam się w garść i odsunęłam od siebie te obrazoburcze myśli. Jak mogłam powziąć tak nikczemne podejrzenie wobec podziwu godnych istot!
Lecz widok szacownego Ojca, udającego się w ustronne miejsce, spokoju mi nie dawał.
Nazajutrz chciałam spytać o to mamę, jednak ...nie mogłam się odważyć. Wstyd mi zwyczajnie było narazić się na śmieszność w surowych oczach rodzicielki. Bałam się rozczarować ją, kiedy okaże się, jakim profanem jestem. Już nie pamiętam, jak długo dręczyłam się wątpliwościami. Dość, że w stosownym momencie zdobyłam się na odwagę.
Kto pyta, nie błądzi. Pojęłam, że fizjologia nie może stać w sprzeczności z głębią umysłu i uduchowieniem.

czwartek, 24 października 2013

Niż

 Mówi się, a nawet powszechnie ubolewa, że mamy demograficzny niż. 
Kto więc w przyszłości (trąbi się!) utrzyma wybujały, powojenny wyż. 
 Zważywszy jednak skalę obecnego bezrobocia, niewczesne zdają się owe lamenty. 
Wszak system dawno już przepadł, zjedzony przez "śmieciowe" umowy. 
A cały nadmiar siły roboczej - ludności w wieku produkcyjnym - bazuje na obecnych emerytach. 
 Bo gdzież poczciwy piwosz bez zajęcia lepszą znajdzie przystań, niż wikt i opierunek u matki rencistki.  
Czy znów ta cała rzesza ukrytego bezrobocia, wiecznych studentów, nakręcających uczelnianą koniunkturę. Kuszona coraz to nowszymi, niechby i "z księżyca wziętymi" kierunkami studiów.
  I myślę sobie, nie tyle martwmy się, kto utrzyma zstępujące pokolenie, ile, co stanie się z tym wstępującym, gdy już "zaplecza" mu zabraknie:-).

wtorek, 22 października 2013

Buły rozkwitłe jak róże

Wspominając szczenięce lata nie sposób pominąć drobnych koszmarków dziecięcego życia. Stąd dzisiaj taka mała, kulinarna impresja. Nasza Mama, w trosce o wyżywienie pociech, zwykła je wyposażać w astronomiczne ilości kanapek, aby dzieciątka nie zgłodniały zbytnio.
 Fakt ten przysparzał mi mnóstwo dylematów. Jak tu bowiem uporać się z całym tym dobrodziejstwem, zwłaszcza, gdy już za chwilę pora na świetlicowy obiad. W owych czasach wrzucanie buł do śmietnika piętnowane było społecznie niemal pod sankcją grzechu. Zaś zmagazynowane w sekretnej przegródce tornistra, łatwo mogły paść łupem rodzicielskiej kontroli.
 I na to mój młodociany umysł wymyślił "genialne" rozwiązanie. Za oknem naszego domu usytuowano tymczasowe baraki w celu odnowy elewacji. Między ścianami był niewielki prześwit, w który każdego dnia zrzucałam niezjedzony balast.
 Wszystko mogłoby ujść bezkarnie, gdyby nie pech, który mi zwykle towarzyszy. Któregoś dnia Mama wybrała się w to miejsce szukając strąconych przez wiatr klamerek. W jakież osłupienie wpaść musiała moja nieszczęsna rodzicielka na widok takiego magazynu prowiantu.  Bowiem po powrocie usiadła wyczerpana, mówiąc do Taty pamiętne słowa. "Przychodzę, patrzę, a tam ...buły rozkwitłe jak róże!".
No tak, przecież w nocy padało...

poniedziałek, 21 października 2013

Konkursy, ach konkursy...

Wielka ostatnimi czasy moda zapanowała na nie. Bo fajna to rzecz i wiele nieprzewidzianych implikacji z sobą niesie.
Konkurs, a to czytelniczy, to znów domowo-wnętrzarski, wszelkiego autoramentu "rozdawajki"; do wyboru, do koloru. 
A teraz (słuchajcie, słuchajcie!), List do Mikołaja: 

http://catinabag-beata.blogspot.com/2013/10/list-do-mikoaja.html

Kto list napisze tudzież paru pomniejszych warunków dopełni, jedną z tych pięknych toreb wygrać w drodze losowania może. Torby, owszem, pasjami lubię, więc też i liścik stosowny wypocę:-).
Tymczasem na widok rzeczonych toreb... Oko mi zbielało, uszami zastrzygłam i parskać nieledwie zaczęłam.
Jak ten stuletni koń, co to mu się wyścigi przypomniały...


Nr.1

Nr.2

Nr.3

 Takie to właśnie, dech w piersi zapierające cuda, szczodrym gestem Beata nam zaserwowała:-).

niedziela, 20 października 2013

"Dom moich marzeń"

Takie oto hasło rzuciła nam Panterka wczoraj. Przy tym miała dziewczyna gest, dała nam wolną rękę co do kasy.  Mówisz - masz, nic prostszego jak przeczesać poczciwe google i ...do wyboru, do koloru.
No to se teraz poszaleję!
Nic bardziej mylnego. Bo albo ja kompletnie nie umiem szukać, albo też robię to według niewłaściwego klucza. Tak, czy owak, nici.
Nie powiem, coś tam jednak znalazłam. Lecz nijak to się ma do moich wymarzonych wnętrz, tudzież domu, który by mnie oczarował. Poszłam jednak w zaparte i z całego dostępnego tam (jakże ubogiego!) materiału wybrałam coś, co mogłoby mnie zadowolić. A wybredna ze mnie bestia, że ho ho!

A więc na początek dom. Zawsze podobały mi się te z pruskiego muru. Przyznaję, wolałabym oryginalny, ale ten też mi się podoba. Jest nowoczesny, ładny, a co ważne, solidny.
 

O, jednak dałam radę wstawić zdjęcie! Już myślałam, że nigdy tego nie dokonam:-).
Wobec tego kontynuuję polowanie. Teraz poszukam przykładów aranżacji wnętrz.
Oto co udało mi się zdobyć
Takie klimaty bardzo mnie inspirują:

Co za kominek!

Cudowna kuchnia!
Uwielbiam takie piękne, stare meble.
Sypialnia, która zachwyca mnie swoją prostotą.










Tę też mogłabym polubić.






Uff! Wreszcie dobrnęłam do końca. Przyznaję, nie było łatwo uporać się z konfiguracją zdjęć. Pewnie i tak okaże się, że kompozycja strony jest do kitu. Trudno.
W każdym bądź razie zaszalałam sobie:-). W końcu to nic nie kosztuje, a zabawa jest przednia.
Panterko, dzięki!
A może by teraz rzucić hasło "facet moich marzeń":-))).