Wojciech Gerson. Gdańsk w XVII wieku. 1865. Olej na płótnie. 103,5 x 147 cm. Muzeum Narodowe, Poznań.


Niektórzy mają skłonność do nadinterpretacji. Nieistniejących szukając podtekstów, podejrzliwie snują nowe wątki. A innym znów razem redukują przekaz, sprowadzając go do biograficznej notki. Tu jednak pomiędzy wierszami trzeba umieć czytać...
Ze zrozumieniem.

wtorek, 17 maja 2022

"Wszystkiego Najlepszego"?

 Kiedy przychodzi pora, by złożyć życzenia kochanej osobie, pierwszą lepszą formułką zdaje się być owo tytułowe "Wszystkiego Najlepszego". Czego jednak naprawdę życzę mojemu dzisiejszemu Solenizantowi? Być może jest w tym jakaś nutka interesowności - zrodzona z obawy, że to co dla Niego dobre jest niekoniecznie tym samym dla mnie. Obawy - najprościej to wyrażając - przed ostatecznym odcięciem tej wirtualnej pępowiny, co nie pozwala się rozwinąć. Komu najbardziej? Otóż, jak się okazuje, mnie przede wszystkim nie pozwala. 

Z tej krótkiej logicznej przepychanki jasno wynika, iż zarówno dla mnie, jak i dla Solenizanta najlepszym wyjściem jest... brak wyjścia.

Bo choćby nie wiem jak łbem sfiksowanym walić w mur, to nie po drodze nam. I już.  

W Twym Szczęsnym Dniu, mój Ukochany, pragnę żeby rozdzielił nas nieskończoności dystans.


Cast avay, poza światem
I poza czasem.
Gdy przestrzeń się dopełni i Alfa tym samym będzie, co Omega
Gdy wszystko jednością stanie się ze Wszystkim
I tam, gdzie wolność w wieczności się zapamięta
Gdzie wiosna nigdy nie obumrze już jesienią
Tam Cię odzyskam.

wtorek, 15 marca 2022

Odpowiedzialność za zwierzę

Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to, co oswoiłeś.
(Antoine Saint-Exupery, Mały Książę)

Jakiś czas temu ukazało się na Facebooku ogłoszenie. Ktoś napisał, że jego pies, owczarek niemiecki - a więc zwierzę bardzo dużych gabarytów - nie jest w stanie poruszać się o własnych siłach, by kilka razy dziennie zejść i wejść po schodach. Jego dotychczasowy właściciel nie ma siły, by go nosić, ponieważ przeszedł rozległy zawał. Czy w związku z tym znalazłby się ktoś chętny, żeby go przygarnąć już do końca życia. Oferuje dwieście złotych miesięcznie na pokrycie podstawowych kosztów utrzymania pieska.
I wyobraźcie sobie, że znalazł się chętny!
Ja ze swej strony mam tylko nadzieję, że to ktoś rzetelny. Zaoferowana suma wydaje się być rozsądna i w tych warunkach optymalna. Nie na tyle wysoka, by ktoś podjął się dla pieniędzy i nie na tyle niska, by nie zabezpieczyć kosztów. Wszak nawet za darmo znajdują się dobrzy ludzie chętni do przygarnięcia pieska. Zatem wydaje się, że właściciel zwierzęcia postawił sprawę uczciwie..
Lecz teraz z kolei Nasuwa się szereg wątpliwości.
Czyż nie należałoby brać pod uwagę wszystkich okoliczności, w jakich decydujemy się na dopuszczenie zwierzęcia do swojego życia. Warto rozważyć, czy nas na to zwyczajnie stać. Jesteśmy, albo nie jesteśmy w sanie zapewnić mu ewentualną opiekę weterynaryjną. Niektóre z nich nie powinny mieszkać w na wysokim piętrze w bloku. Powinny mieć tak zwany wybieg. Niektóre rasy mają powszechnie występujące przypadłości. Dysplazja stawów biodrowych, przeciążenie kręgosłupa, czy też chroniczne zapalenie uszu. To wszystko trzeba brać pod rozwagę, by potem nie stanąć na rozdrożu. Zmiana właściciela jest dla zwierzęcia tak ogromną traumą, że coś takiego powinno mieć miejsce jedynie w ostateczności. Na przykład w przypadku śmierci opiekuna.
No właśnie, widzi się często ludzi starszych z ukochanym pieskiem. To niekiedy jedyny towarzysz ich samotnej codzienności. Serce się kraje na myśl, że lada dzień opiekun przeniesie się do wieczności, zostawiając psa, który najprawdopodobniej powędruje do schroniska.
A może należałoby spojrzeć na to z innej strony. Ten pies przeżył ze swym panem kilkanaście lat dobrego życia, zaś w przeciwnym razie całe życie upłynęłoby mu w przytułku. Nie jesteśmy w stanie wziąć na swoje barki całej biedy tego świata, uratować od gehenny wszystkich psów i kotów. Czasem możemy uratować jedno takie zwierzę, a czasem nawet i tego nie jesteśmy w stanie zrobić. Możemy tylko przeznaczyć jakiś "jeden procent", albo skromny datek na schronisko. Wszystko to nie pozostaje bez znaczenia dla tych naszych Braci Mniejszych.
Starajmy się nade wszystko nie decydować pochopnie, dla chwilowego kaprysu, "w prezencie", albo dla mody. By potem w krytycznej chwili nie stanąć przed problemem bez dobrego rozwiązania, tylko ze złym albo jeszcze gorszym.

Post powinien mieć chwytliwy tytuł. Właściwie chodzi mi dziś o co innego.

czwartek, 3 marca 2022

Suplement do poprzedniego, czyli coś w rodzaju dementi

Nagle się okazało, że Bohaterowie żyją. Nie zginęli, tak jak to zostało nam podane. Radość wielka, ale gdzieś tam w głębi duszy mała konsternacja. No, bo jak to, odznaczono ich pośmiertnie, oni zaś sobie tak po prostu żyją. Lecz to tylko takie sekundowe zamieszanie, zaraz potem zdrowy rozsądek bierze górę, następuje radość. 

Za to fakty odnośnie incydentu na Wyspie Węży są następujące. Po odważnej odmowie poddania się i odparciu dwóch zmasowanych ataków, obrońcom zabrakło amunicji. W wyniku czego zostali wzięci przez Rosjan do niewoli. Jak donosi agencja Ukrinform, wszyscy żyją i są zdrowi, choć rosyjska propaganda rozpowszechnia pogłoski, jakoby zostali pogrzebani i przez swoich zapomniani. Teraz można by spytać, czy w związku z powyższym "cześć ich pamięci" jakoś się umniejszyła?

piątek, 25 lutego 2022

Współczesne Termopile

Bartek Piaseczny

Maleńka wysepka integralna część Ukrainy na Morzu Czarnym o znikomym znaczeniu strategicznym. 

Wyspa Węży.

Kilkunastu żołnierzy. Praktycznie zero środków do obrony. Podpływa sowiecki okręt wojenny i wzywa do poddania się.

- To już koniec? - obrońcy między sobą.

I do kacapów

 - Idi w chuj, pierdolcie się !!! 

Egzekucja. Potężna salwa, wszystko zrównane z ziemią. Cala załoga zginęła.

Cześć ich pamięci !!!


Tekst Bartka Piasecznego na Facebooku poruszył mnie, a nawet wstrząsnął mną do głębi. Tak, wiem - zabrzmiało to jak truizm. Cóż jednak więcej mam powiedzieć i jakich użyć słów, aby to zobrazować? W dobie tej wszechobecnej dziś weryfikacji bohaterskich czynów, w obliczu zakwestionowania nawet tak oczywistej świętości jak Powstanie Warszawskie, wszelakie umieranie za ojczyznę nieledwie zdaje się anachronizmem. Gdyż bycie jako takie jawi się zbyt atrakcyjnym dobrem, by warto było bezsensownie nadstawiać karku za swój kraj. To nawet nie jest z mojej strony zarzut, tylko stwierdzenie faktu. To wszak zasługa długich lat pokoju w naszej strefie, jak również kwestia ogólnie pojętego dobrostanu społecznego. I owszem, brawo my!    

Lecz w każdej chwili można się spodziewać wywołania do tablicy i trzeba - jak się okazuje - być gotowym na egzamin życia. Ten ostateczny. I tych trzynastu Chłopców z Wyspy wężów zdało go celująco. Ten symbol nie zostanie zapomniany. Nigdy! 

Tylko dlaczego łzy nie mogą przestać płynąć... Podobnie jak przed laty na wieść o tragedii Kurska. (Kiedy pan Putin wolał się opalać w Soczi, miast stawić czoła katastrofie.) I tak jak styczniu 2006, kiedy to zawaliła się konstrukcja dachu na wystawie. O dziwo, nie z powodu ofiar z ludzi i gołębi, tak bardzo mną wstrząsnęło to, co w Czelabińsku.

sobota, 26 czerwca 2021

Kontrowersyjna Jackie Stallone

Z cyklu: Błaznowanie przy śniadaniu

Jak to już u nas w takich razach bywa, od słowa do słowa zeszło nam na Sylwestra Stallone i jego zmarłą w tym roku matkę, Jackie. Jak okazało się, Julian zupełnie nie kojarzył wyżej wzmiankowanej damy. 


Po oglądzie wizerunku, z właściwym sobie taktem i poczuciem logiczności spytał - a czy zdaniem krytykujących Jackie bez tych operacji wyglądałaby lepiej? Otóż nie w tym rzecz, prawda jest bowiem taka, że nikogo to nie interesuje. Nie jest istotne jak by wyglądała, a tylko żeby znała swoje miejsce i nie wychodziła z przypisanej roli. Bo - zdaniem bliźnich - starsza kobieta warta jest tylko tyle, ile korzyści można z niej wycisnąć. Tym jeno uzasadnić można jej dalszą egzystencję. Powinna robić swoje i nie pchać się na afisz. W przeciwnym razie wezmą na języki, wykończą hejtem, na taczkach wywiozą. I jeszcze w mediach taki tekst: Czyja matka tak się oszpeca? No właśnie, słowo klucz to tutaj "matka". Czyli potraktowanie funkcjonalne, nieledwie przedmiotowe. Redukowanie kobiety do roli matki albo babki - zazwyczaj tak się to odbywa. Moim natomiast zdaniem, każdy o własnym wyglądzie niechaj decyduje sam. Zaś rolą bliskich jest bezgraniczna akceptacja rzeczonego. 

- Ach - rozmarzyłam się - gdybym tak miała kasę której nie posiadam, jakże by pięknie było móc podążać taką drogą. Planować kolejne etapy upiększania, mieć kontrolę nad progresją wiekową.  Tak, ja doskonale wiem że to może uzależniać, ale już oczami duszy widzę ten finalny efekt łał! 

Tymczasem spieszę wszystkich uspokoić - jako że biedna jestem jak ta mysz kościelna, nie dla mnie botoks tudzież face lifting, żegnajcie też usteczka glonojada. 

To teraz już tak całkiem na poważnie. Podoba mi się ten przyjazny, ciepły, a przede wszystkim podmiotowy stosunek Sylwestra Stallone do matki. A jego brat, Frank, tak napisał po jej śmierci: Dziś rano bracia i ja straciliśmy matkę - Jackie Stallone. Była matką czwórki dzieci Tommy'ego, Sylvestra, Frankiego i mojej zmarłej siostry Toni Ann. To niezykła kobieta - codziennie trenowała, była pełna odwagi. Zmarła we śnie - tak, jak chciała. Trudno było jej nie lubić - była ekscentryczna i ekstrawagancka.

W tym miejscu powiem, że choć jej niektóre pasje są mi obce, to ona sama wzbudza moją sympatię. Bo ja zazwyczaj potencjalnie lubię niekonwencjonalnych ekscentryków - w opozycji do nudziarzy i poczciwców. I nie oceniam Jackie poprzez pryzmat niefortunnych operacji - jeśli już ktoś miałby się za co wstydzić, to  raczej autor tej metamorfozy, czyli chirurg (nie)estetyczny.