Minęły Święta, aczkolwiek tak naprawdę przecież wcale nie minęły. Wszak Dziecię nowo narodzone daje nam prawo świętowania totalnego.
Stąd też impertynencją, a co najmniej prztyczkiem w nos wierzących jawi się w oktawie BN wymóg piątkowego postu. Bo niewierzący, jak wiadomo, mają to w trzy de. Wiem, wiem, jasna rzecz, czym teologia go tłumaczy. Pozostaje to w ścisłym związku z hierarchią Świąt - wszak rangę jednych wypada podkreślić obniżając rangę innych. Tu kłania się ten odsądzony od czci relatywizm. Zgodnie z wytycznymi zawartymi w KPK* z 1983 roku obowiązuje katolików między innymi ten właśnie wzmiankowany post piątkowy. W wielu innych krajach nie, a u nas tak. Dlaczego?
W przerwie na herbatę gawędzę sobie z dzieckiem moim.
- Polska to specyficzny kraj - spostrzega. Rodzime piekiełko zaś polega na tym, że nie powinno się dopuszczać, by komukolwiek działo się za dobrze. Natomiast w tej konkretnej sprawie zawsze warto ludzi potraktować jako niedorozwiniętych - to nasz skostniały Episkopat. A nasi "bliźni" zawsze niczym sztandar podniosą aspekt prozdrowotny takowego postu. Ponadto trzeba jeszcze uwzględnić specyficznie polski koloryt religijności. I tak to się nakręca.
- No cóż, ten nasz Episkopat to prawdziwy beton - zostaje mi jedynie skonstatować.
Jaki jest mój prywatny stosunek do świętowania? Otóż świętować będę już do końca świata - wszak mam do tego prawo, a pewnie także obowiązek, na mocy doniosłego Wydarzenia, które się dawno temu dokonało. Natomiast w kwestii postu...
Minione święta stały się dla mnie okazją do poczynienia pewnych spostrzeżeń natury praktycznej. Otóż w przyszłym roku zredukuję do minimum kulinaria, traktując te Dni jako zwykłe, wolne od handlu dni. Zrezygnowaliśmy już z prezentów, a w kwestii ozdób zapanował ascetyczny minimalizm, to teraz nadszedł czas na... post. Czuję się niemal chora wskutek legalnego, uświęconego tradycją przejedzenia. (Jedzenie przecież nie powinno się zmarnować.) A i pożądliwość oczu gra niebagatelną rolę.
W tym miejscu wspomnę, że post jakościowy już w praktyce stosujemy. Wszak nawet nie wyjęłam z zamrażarki zaplanowanego na świąteczny obiad mięsa.
Chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć, do jakiego stopnia można się przepełnić tymi postnymi, bezmięsnymi potrawami. Przepysznym ciastem, pierogami, jak również wyśmienitą (a jakże, postną) zupą. A zatem czas na radykalne cięcie - w następne Święta zarządzę ścisły post. Nie widzę innej dla siebie rady - w trosce o stan swojego ciała tudzież ducha.
Teraz już można wejść mi w słowo, pytając, jak ma się ta cała retoryka do krytykowanej przed chwileczką demagogii. Otóż wszystko to, co przedsięwezmę, odnosi się wyłącznie do osoby mojej własnej - to ja, i tylko ja, mam prawo zobligować się w tak delikatnej kwestii.
Różnica wprawdzie jest subtelna, lecz arcyważna, wręcz kluczowa.
Dorosły człowiek nie powinien być łajany niczym małe dziecko; nie ma sposobu, by uwolnić kogokolwiek od ciężaru odpowiedzialności. Żadna, najbardziej nawet szczytna instytucja nie może rościć sobie prawa do zanegowania tej wolności.
____________
*Kodeks Prawa Kanonicznego