Wojciech Gerson. Gdańsk w XVII wieku. 1865. Olej na płótnie. 103,5 x 147 cm. Muzeum Narodowe, Poznań.


Niektórzy mają skłonność do nadinterpretacji. Nieistniejących szukając podtekstów, podejrzliwie snują nowe wątki. A innym znów razem redukują przekaz, sprowadzając go do biograficznej notki. Tu jednak pomiędzy wierszami trzeba umieć czytać...
Ze zrozumieniem.

środa, 18 marca 2015

Żaden autorytet nie stoi ponad prawem

Znów "ci okropni ateiści" przypuszczają atak na nasz Kościół.
I mówią rzeczy, które, z grubsza biorąc, wcale wyssane z palca nie są.
A jednak niebezpiecznie zbliżają się do granicy, którą niedobrze jest przekroczyć.
Niedobrze zaś ze względu na materii owej delikatność.
O ile bowiem dla nich, czyli ateistów, Kościół jawi się wyłącznie instytucją ludzką, to dla nas, wierzących,  do Bosko-ludzkiego należy porządku.

A zatem jakość stosowanych argumentów wielkie w tej polemice winna mieć znaczenie.
(Czy mielibyśmy czelność za swego przyjaciela uważać kogoś, kto nam w oczy mówi obraźliwe, niechby i prawdziwe nawet, słowa - o matce, ojczyźnie, wierze?)

To wielka sztuka, mądrze, rozważnie krytykować.
I nie mniej wielka, słuszną krytykę przyjąć.

Bo nader często szermuje się argumentem, że wszędzie, w każdej grupie, instytucji, czy też nacji, znaleźć można oprócz złych, również i tych dobrych.
Też mi odkrycie, pozwólcie, że zauważę.
Ja dodam jeszcze, że najwięcej jest tych zwykłych i przeciętnych.
O ile jednak taka "zwykłość" wystarczającą jest kwalifikacją do podjęcia innych funkcji, to już gdy idzie o kapłana, żadną miarą nie.
Bo po mojemu zwykłym to sobie może być pan Jan z gazowni, albo i pani Kasia z warzywniaka, zaś ksiądz ma obowiązek być człowiekiem świętym.
Ponieważ z racji dobrowolnie przyjętych zobowiązań powinni księża służyć wiernym (tudzież pozostałym) własnym przykładem kryształowym. Od siebie wymagając stokroć więcej, niźli od tych, do których są posłani.
Bo przecież są posłani, nie zaś (halo, tu ziemia!) na ciepłej posadce usytuowani.
Dlatego też w moim kościele "wypraszam sobie" zwykłego księdza .

Kapłana niczym świętego traktować nam się każe.
Lecz kiedy dopuści się nieprawości, mówi się, że to tylko człowiek.
Argument obrotowy.
Tymczasem...
Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie, a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą. (Łk 12,48)
Zatem wszystko jasne. Tylko, czy aby na pewno dla tych, którym "dano".

Co daje i czemu służy ukrywanie i zaprzeczanie oczywistym prawdom dowiedzionych przestępstw.
Jeśli chcemy coś zdziałać (a chcieć przecież, tudzież działać, mamy obowiązek), musimy robić to z zaangażowaniem. Własną postawą inspirując, zamiast szermować demagogią.

Autorytet musi podlegać krytyce. Każdy autorytet.
To paradoksalnie wychodzi mu tylko na dobre.
Nikt nie powinien stawiać siebie ponad prawem.
Żadnej nie ma ku temu racji.

Z drugiej strony...
Wielu z tych, którzy krytykują kościół jako instytucję, lubi podkreślać, że nie chodzi im o wiarę, jako taką. Jednak i oni nie potrafią ustrzec się lekceważenia tych wierzących.
Ot, choćby pod pretekstem uległej postawy wobec skompromitowanych autorytetów.
Jest wiele spraw pilnie wymagających przemyślenia.
Gdy o mnie idzie, nie mam zamiaru oczami świecić za Ojca Dyrektora czy Terlikowskiego.
Tudzież usprawiedliwiać wszelkiej maści oszołomstwa.
Nie identyfikuję się też z Frondą, Opus Dei, ni Radiem Maryja.
Z drugiej zaś strony z całą mocą będę się przeciwstawiać próbom dezawuowania wiary.
Zarówno swojej, jak i czyjejkolwiek.
Nie można bowiem negować wartości czegoś z tej jedynie racji, że się samemu nie doświadcza tegoż.

sobota, 7 marca 2015

Musztarda po obiedzie

Musztarda ostatnio powszednim deserem moim.
Ekscentryczne upodobanie?
Biznesplan taki?
Głównie z powodu inercji.

sobota, 28 lutego 2015

Post o pogodzie, malkontencki trochę

Pierwszy na niwie działalności mej.
Wszyscy o pogodzie, czemu więc nie ja.
Wciąż czytam o tych wszystkich kwiatkach, ptaszkach i badylkach.
O trawce, rzeczce, czy wycieczce.
Wygląda na to, że świat dzieli się na obszary A tudzież obszary B.
I takoż odpowiednio Polskę A i Polskę B.
Na mnie popadło zatem B i B.
Tyle "w temacie".
Oświadczam wszem i wobec, że choć już nie ma zimy, wiosny nie uświadczy również.
Chłodno jest, wietrznie, mgliście.
Zeszłosezonowa trawa, suche, zeszłoroczne liście.
Drzewa bez pąków, kwiatuszków brak.
O dziwo, da się żyć.
Mamy przedwiośnie, jakby się kto pytał.
Ostre powietrze ma ten charakterystyczny i niepowtarzalny zapach.
Zimne promienie słońca kładą wydłużony cień.
Lubię celebrować prolongatę wiosny. Jej obietnicę niespieszną.
Nie podzielam powszechnego entuzjazmu dla całej tej aury pogodowego współzawodnictwa.

U nas - jak to na Pomorzu - wiosna, panie, daleko jeszcze w polu. 

piątek, 20 lutego 2015

Tolerancja i akceptacja.

To niezupełnie to samo.
Jakże łatwo lekką ręką odżegnać się od problemu, rzucając od niechcenia, że...toleruję.
Tymczasem nijak to się ma do prawdziwej akceptacji.
Która polega na zniesieniu zaporowego dystansu wobec osób reprezentujących dany pogląd albo orientację.
Bądź też znajdujących się w nietypowej sytuacji. Społecznej, zdrowotnej, czy losowej...
Nie chodzi o to, rzecz jasna, by utożsamiać się z czymś bez reszty, ile by po ludzku starać się zrozumieć.

wtorek, 17 lutego 2015

Sinusoida czasów.

Dni biegną, mijają lata.
Świat nam się na lepsze zmienia.
W oczach pięknieje. Mądrzeje. Łagodnieje.
Technika człeku staje się służebna.
Natura przyjazna, architektura misterna, moda łaskawsza.

A my z roku na rok coraz to starszą twarz światu oferujemy.
Na szczęście on coraz bardziej miłosierny.
Wór dobra bardziej pojemny i miejsca staje dla wielu.
Dla wielu na raz.
Lecz trudno się oprzeć wrażeniu, że ci, co po nas, zawsze już będą na pozycji lepszej.
A więc wygrani będą ci, co na ostatku?
Lecz jeśli lepiej urodzić się później, to może nigdy nie nadchodzi odpowiednia pora.

Nawet w rodzinie ten młodszy jest na pozycji lepszej.
Po prostu lepiej usytuowany.
Tym młodszym zawsze się zazdrości.
Ot, chociażby tego, że skończą się później.
Proste jak obręcz.
Co dziwne, fakt przeżytych lat własnych niczego tu nie zmienia.
Nieustannie chcemy swoje ciastko jeść.
Tak to już działa.

Nieuchronność, co nie zna litości.
Mane, tekel, fares.
Policzono, zważono, rozproszono.

Tylko co jakiś czas dziejowa apokalipsa wymusza odwrócone myślenie.
Wtedy zazdrości się tym, co odeszli nie doświadczając armagedonu.
Ot, sinusoida czasów.