Wojciech Gerson. Gdańsk w XVII wieku. 1865. Olej na płótnie. 103,5 x 147 cm. Muzeum Narodowe, Poznań.


Niektórzy mają skłonność do nadinterpretacji. Nieistniejących szukając podtekstów, podejrzliwie snują nowe wątki. A innym znów razem redukują przekaz, sprowadzając go do biograficznej notki. Tu jednak pomiędzy wierszami trzeba umieć czytać...
Ze zrozumieniem.

Zabawy literackie

Straszna Zabawa u Pantery (horrorek):

Chodźmy do ogrodu, pobawić się w makowe panienki, powiedziała jedna z sióstr do drugiej.
Wcześniej pomagały matce, gdy ta wraz z ciotką pozyskiwała mak z rozbitych makówek.
Teraz będą go parzyć i mleć, po czym upieką przepyszny placek.
Trochę maku do miski, a trochę do buzi. No, może nieco więcej, niż trochę.
- Nie jedzcie tyle, bo zaśniecie - przestrzegała z hiobową miną ciotka.
- Gdy byłam młoda, pewną dziewczynkę pochowano żywcem  - i obudziła się w trumnie.
- Jak to możliwe - pytały przestraszone siostrzyczki.
- No już! Idźcie się bawić, maku mi tu nie wyjadajcie.
Udały się do ogrodu.
Tam zaś, w najbardziej tajemniczym i odosobnionym miejscu odprawiały swoje rytuały.
Zrywały niedojrzałe pączki maków i wydobywały spod zieleni zwinięte płatki, rozprostowując ich zagniecenia. Zupełnie, jakby to były sukienki makowych panienek. Odgadywanie ich kolorów było dodatkową atrakcją.
Potem, w wykopanych dołkach "chowały" panienki, przykrywając otwory szkiełkami.
Następnie zakrywały całość gałązkami. Taki mroczny sekret...
- Wiesz, bardzo się boję, że ktoś kiedyś mnie pochowa żywcem - powiedziała jedna z nich.
- Nawet nie wymawiaj tego! - przeraziła się druga.
Po jakimś czasie pierwsza poczuła się senna.
- O Boże...!

Obudził ją hałas. Ciemno, choć oko wykol, jednak widziała wyraźnie.
Banda oprychów gapiła się na nią, śmiejąc się obłąkańczo. Prowodyr - teraz go poznała - to zezowaty Benek, największy zabijaka w miasteczku.
Dwa lata temu ktoś zadźgał go w ciemnym zaułku, gdy nocą snuł się po pijaku.
- Coooo?! Gdzie ja jestem? Czy ...już nie żyję!?
Niespodzianka! Właśnie, że żyjesz - zawołał Benek szyderczo, po czym zadudnił ...w wieko trumny.
Wieko było szklane -to tłumaczyło efekty wizualne.
Z mroku wyłaniać się poczęły zarysy pomieszczenia. Najwyraźniej była to któraś z krypt grobowych, architektonicznych arcydzieł minionego wieku. Ileż zachwytów budziły w siostrach, gdy te nieśpiesznie chodziły alejkami.
Teraz zaś, o ironio, tutaj miała dokonać żywota.
Zrobiło jej się na przemian zimno i gorąco. Miała też wrażenie, że brak jej powietrza.
Jak długo tu leży, kto ją tu włożył i dlaczego?
Benek!? Nie, skąd, przecież on nie żyje.
Banda wciąż kłóciła się między sobą, teraz już stawiając zakłady. Kiedy do nich dołączy, innymi słowy, jak prędko stanie się trupem.
W panice chciała stłuc szkło, lecz było zbyt solidne. Nie było zresztą czym - jak na ironię, nawet różaniec był plastikowy. Shiet!
Strach był tak obezwładniający, że nie była nawet w stanie płakać. Próbowała krzyczeć, jednak obudowa skutecznie tłumiła dźwięki. Była bez szans.
Na jak długo w tym pudle starczy jej powietrza? Co będzie potem. Wolała nie wyobrażać sobie.
Jeśli właśnie spełniał się jej największy koszmar, to przyznać trzeba, że przeszedł oczekiwania.
Udusić się na oczach złośliwej gromady ...duchów!
Tymczasem dało się zauważyć małe przegrupowanie, do trumny zbliżyły się dwie postacie. 
Babcia Emi?! Wujek Brunon? Ten, który zmarł w niemowlęctwie?
- Tak jest, kochanie, tutaj wszyscy dorastamy.
Duchami będąc nie możemy ci fizycznie pomóc, ciał wszak nie posiadamy.
Złe duchy - wskazała Benka i spółkę - nie mają mocy, by szkodzić żywym. Za to niezmierzona jest potęga dobra. Myśl pozytywna cuda prawdziwe potrafi zdziałać.
Pochowano cię w letargu, zostałaś uznana za umarłą.
Tyleś się maku najadła, że nie było sposobu cię zbudzić.
Siostrzyczka twoja panikowała tak strasznie, że postanowiono pochować cię w szklanej trumnie.
Miast w ziemi zakopać, zostawiono w krypcie. Aż się rozłożysz, bądź ...ożyjesz.
Lecz nikt jakoś w to nie wierzy. Siostra za dnia przez szybkę zagląda, a grabarz trzecią już noc przechodzi opodal. Jutro niedziela, zatem ma wolne. Zaś do poniedziałku - sama rozumiesz...
Teraz idę przyśnić się twojej siostrze, tylko ona ma jeszcze nadzieję.
Zachowaj spokój i nie panikuj - żeby powietrza ci wystarczyło.

Ocknęła się z letargu, na oślep tłukąc o wieko.
Wyraźnie słyszała upiorne odliczanie. W istocie niewiele już brakowało.
Nie mając sił walczyć - zastygła w bezruchu. Nie było nadziei...

Ktoś szarpnął łańcuch przy wejściowej kracie, ktoś obracał klucz w ogromnym zamku.
Otwórzcie trumnę, otwórzcie wreszcie tę trumnę, krzyczała zapłakana siostra.
To ona! Wszak zawsze właśnie na nią w potrzebie mogła liczyć.
- We śnie przyszła do mnie babcia. Nikt nie chciał wierzyć, że żyjesz...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz