Wojciech Gerson. Gdańsk w XVII wieku. 1865. Olej na płótnie. 103,5 x 147 cm. Muzeum Narodowe, Poznań.


Niektórzy mają skłonność do nadinterpretacji. Nieistniejących szukając podtekstów, podejrzliwie snują nowe wątki. A innym znów razem redukują przekaz, sprowadzając go do biograficznej notki. Tu jednak pomiędzy wierszami trzeba umieć czytać...
Ze zrozumieniem.

sobota, 13 czerwca 2015

O umieraniu uczuć tak zwaną śmiercią naturalną (3)

W przeddzień wyjazdu Marka chcieli jeszcze odwiedzić parę urokliwych miejsc, a wieczorem wpaść do kabaretu, w którym akurat mieli występ członkowie rodziny Lenki.
Ta zaś niespodziewanie musiała towarzyszyć mamie do lekarza, zaproponowała więc, by pojechał sam. Uzgodnili, że zje coś na mieście, a po drodze wpadnie jeszcze do second handu, poszukać stylowej chusteczki na głowę. Wieczorem spotkają się już na miejscu, czyli w kabarecie.
 Przybiegł mocno spóźniony, tłumacząc się nowo zawartą znajomością. Bo oto właśnie poznał wielce prominentnego jegomościa, którego syn podjął nieudaną próbę samobójczą. A przecież dobry chrześcijanin nie przejdzie obojętnie wobec bliźniego w potrzebie.
- Patrzcie no państwo - dobry Samarytanin się znalazł - rzuciła z przekąsem, poirytowana, że spóźnią się na występ.
- Nie gniewaj się, Lenuś, sprawa się przeciągnęła, bo jeszcze chciałem mu psa wyprowadzić.
- A szczotkę włożyć w tyłek, by schody zmieść przy okazji to już nie?  
- Ach, gdybyś widziała ten jego dom - jeden z trzech, które ma na Starym Mieście - na pewno nie miałabyś mi za złe. To bardzo zamożny człowiek, a jednak głęboko nieszczęśliwy.
- I wyobrażasz sobie, że mi tym zaimponujesz? Won mi sprzed oczu, pieczeniarzu jeden! Obawiam się, że będziesz sobie musiał na noc lokal zmienić - rzuciła porywczo. Rób zresztą co chcesz, ja w każdym razie idę na spektakl.
W przypływie dobrego humoru porwał ją na ręce, z fantazją wnosząc do środka.
 Po zakończonym występie przenieśli się do baru, beztrosko gwarząc niemal do północy. Poznał też resztę jej rodziny - siostrę, brata, siostrzenicę, oraz jej narzeczonego.
W pewnym momencie przyuważył młodego, siedzącego samotnie przy barze mężczyznę, smutek zapijającego winkiem. Postanowił niezwłocznie się do niego przysiąść, w lot zapomniawszy o swym towarzystwie. Zapewne po to, by go umoralnić - z przekąsem  pomyślała Lenka. Jak też załapać się na darmowego drinka, którego młodzian w przypływie wdzięczności mu nie poskąpił.
- Co za palant! - syknęła cicho jej siostrzenica.
Tymczasem w otwartych drzwiach ukazał się nowo poznany przyjaciel Marka. Ten zaś usilnie począł nalegać, by go przedstawić Lence. Jak też i syna - niedoszłego samobójcę.
Obydwaj zresztą znajdowali się w stanie jednoznacznie wskazującym na spożycie...
Teraz już Lenka rozsierdziła się na dobre, bezzwłocznie zarządzając odwrót.
Z Markiem, albo i bez - jego wybór. Bo może ma ochotę zmienić lokum, przenosząc się do nowo poznanych "przyjaciół". Jeżeli tak, nie będzie miała sumienia stać mu na drodze do szczęścia.
 W drodze tłumaczył się tudzież kajał, próbując łagodzić konflikt. Postanowiła przeczekać do jutra, chłodem zbywając delikwenta.
Pościeliła mu polowe łóżko u siebie w pokoju (pora była zbyt późna, by przeszkadzać matce), sama wkrótce przewracając się na drugi bok.
Zdążyła jeszcze usłyszeć, jak pod nosem mamrocze pretensje. Alkohol w dawce terapeutycznej rozwiązał mu język i pomógł dać wyraz rozgoryczeniu. Nie w smak mu było, że jej siostrzenica wtrąca swoje zdanie, tudzież zbyt długo rozmawiała przez telefon z bratem.
 Lecz tak naprawdę powód był cokolwiek inny. W zetknięciu z rodziną Lenki poczuł się kimś pospolitym - tego zaś żadną miarą nie potrafił znieść. Bowiem gdziekolwiek się pojawiał, skupiał na sobie powszechną uwagę, brylując, prężąc się i tokując. Zresztą, tę akurat cechę zdążyła już kiedyś zauważyć, podczas gdy przechodzili razem ulicą. Wystarczyło, by na moment zatrzymała się przed wystawą, by już za chwilę nastać go na ożywionej pogawędce z przygodnie poznanym człowiekiem. Miał szczególny dar poznawania nowych ludzi - najwidoczniej pociągał ich ten jego urok niefrasobliwego globtrotera. Był takim typem człowieka, co to znalazłszy się w obcym mieście bądź kraju, nigdy nie zginie, zawsze zdobywając nocleg i zajęcie.
 Członkowie rodziny Lenki zajmowali eksponowane stanowiska w mieście.
Jak to się potocznie mówi - "robili w kulturze". Ktoś był prezesem radia, ktoś inny organizował Festiwal Szekspirowski, jeszcze inni zajmowali się public relations.
Natomiast ojciec Marka był kierownikiem skupu w Pegeerze. Rychło wpadł w alkoholizm, zaniedbując z kretesem rodzinę. Po jego śmierci rozpiła się również i matka. Syn ich nie zdążył skończyć żadnej szkoły, wcześnie opuścił dom, imając się przeróżnych prac, głównie za granicą.
Mimo to jednak - zgodnie z maksymą  podróże kształcą - trudno byłoby zarzucić mu brak ogłady. Miał szlachetną powierzchowność, wysławiał się poprawnie, zaś lata przebywania poza granicami poskutkowały biegłą znajomością trzech języków.
Czego nie można było powiedzieć o Lence, która mimo posiadanego magisterium znała zaledwie jeden, a i to jedynie w stopniu "komunikatywnym".
 Ona sama nie przywiązywała wagi do zweryfikowanego dyplomem wykształcenia. Nie czuła zbytniej przewagi nad tymi, którzy będąc samoukami, wykazywali się umiejętnością logicznego myślenia i wrażliwością na sztukę.
 Wprawdzie nie miała zwyczaju nikogo etykietować, jednak pełne jawnego resentymentu brednie, które wygadywał, ruszyły ją do żywego. Czegoś takiego nie zamierzała tolerować, toteż cieszyła się, że jutro już będzie po wszystkim.

cdn.

26 komentarzy:

  1. I ciągle brak końca tej znajomości tudzież historii ! Postaram się być cierpliwa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To Ty z tych krótkodystansowych?:))

      Usuń
    2. Z dalekodystansowych, tylko jak już czytam to aż sie kurzy i nikt przerwać nie może... :))
      A u Ciebie muszę pracować nad cierpliwością.

      Usuń
    3. Muszę to wziąć pod uwagę:).

      Usuń
  2. A mnie po tym Twoim opowiadaniu koszmary męczą! :P Naprawdę! Śniło mi się, że z mężem do jakiejś sekty "chrześcijańskiej" trafiliśmy, a później stamtąd uciekaliśmy, bo spodobałam się guru i chciał mnie wziąć za żonę:DDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech mąż doceni ten skarb, który ma za żonę:)).

      Usuń
  3. Ehhh ta Lenka! Bylo dziada od razu pognac na cztery wiatry, bo to jakas sliska osobowosc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz? Widocznie to dla niej taka znajomość "ostatniej szansy":))

      Usuń
  4. czekamy w zawieszeniu na finał ... :) Celowo przeciągasz ... Ani Lenka, ani ten jej pożal się Boże Mareczek -znajomość "ostatniej szansy" nie zyskali mojej sympatii ... chcę tylko wiedzieć jaki będzie finał . ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby to tylko pisano o ludziach sympatycznych!:)
      Nie tyle ważny finał, co tok narracji. Finał zresztą jest w trybie ciągłym. Tak, jak i samo życie.
      Jeszcze się taki nie narodził, co by każdemu dogodził?:))

      Usuń
    2. pewnie masz rację , kiepska ze mnie czytelniczka a i niecierpliwa jakaś :) Mimo to wpadnę na finał :)

      Usuń
  5. Dziwny on jakiś. A ona niezdecydowana. Węszę jednak zwrot akcji. Bo przecież nic nie jest czarno-białe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest, oj, nie jest czarno-białe. "Dziwność" ludzi ma szanse objawić się w półdystansie.
      Bo na użytek ogółu większość z nas jawi się zwyczajna / normalna.

      Usuń
  6. Robi się coraz ciekawiej .... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:) Przywracasz mi wiarę w człowieka. To znaczy, blogera, rzec chciałam.

      Usuń
  7. Errato, czytam wszystko na bieżąco i ciekawa jestem zakończenia, ale powiem ci że ta Lenka mi podpadła z tym "pieczeniarzem". Jakoś mi to zgrzytnęlo.
    Zdaje sie że ta znajomość ma potencjał, tylko nie wiem czy on zostanie wykorzystany. Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to kawał pieczeniarza, jak się okazało. Bogaty gość zawsze mu imponuje. Przy takim wiele skorzystać można.

      Usuń
  8. Zastanawiam się, czy happy end będzie taki jak myślę, że będzie happy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, to ciekawe, co rozumiesz przez to:))

      Usuń
    2. Napiszę, gdy historia dobiegnie końca. Jej urokiem jest to, że Ty wiesz o bohaterach wiecej niż my...

      Usuń
    3. W takim razie uzbroję się w cierpliwość:).

      Usuń
  9. Co za komiczny TYP! Czekam na c.d.!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też. Tylko jakoś weny brak:))

      Usuń
  10. Przeczytałam wszystko jednym tchem, wreszcie miałam na to spokój.
    No powiem Ci, że historia ciekawa i bardzo wciągająca. Tacy ludzie jak Marek często są bardzo pociągający i chce się z nimi spędzać czas, ale na poważny związek są zbyt rozkojarzeni wszystkimi innymi ludźmi wokoło. :)
    Zajrzę, jak napiszesz c.d.!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi. Będę zbierać wenę. Trochę wyszłam z rytmu - codzienne sprawy mocno mnie zaabsorbowały - jednak wkrótce się ogarnę:)).

      Usuń