Wojciech Gerson. Gdańsk w XVII wieku. 1865. Olej na płótnie. 103,5 x 147 cm. Muzeum Narodowe, Poznań.


Niektórzy mają skłonność do nadinterpretacji. Nieistniejących szukając podtekstów, podejrzliwie snują nowe wątki. A innym znów razem redukują przekaz, sprowadzając go do biograficznej notki. Tu jednak pomiędzy wierszami trzeba umieć czytać...
Ze zrozumieniem.

niedziela, 1 maja 2016

Roszada mieszkaniowa to nie lada kłopot

Szukając odpowiedniego dla mojej potencjalnie powiększającej się rodziny, lokum, z konieczności  musiałam przyswoić sobie spory zasób wiedzy. Zdawałoby się, do tej pory nieistotnej i ogólnie biorąc, daleko poza obszarem moich zainteresowań. Ot, na ten przykład, kwestia zadłużenia. Czyli kredytu, innymi słowy. Powszechna obecnie praktyka wykupywania lokali na własność postawiła nas, właścicieli, przed koniecznością zrzeszania się w tak zwane Wspólnoty Mieszkaniowe. Ktoś przecież musi zawiadywać mieszkaniami - z całym dobrodziejstwem inwentarza. No i teraz dotykamy kwestii najważniejszej. Starzejące się budynki siłą rzeczy wymagają nieustannych napraw i modernizacji. Nie bez powodu Skarb Państwa pozbył się tego badziewia dobytku, cedując go na obywateli, dodatkowo jeszcze mydląc im oczy w aureoli dobrodzieja. Oglądając pierwsze z mieszkań w ofercie miałam okazję widzieć takie przykładowe ..."dobrodziejstwo". (Tak nawiasem, jest to tylko usankcjonowanie wcześniejszej - niesprawiedliwej - dystrybucji dóbr.) Do brzegu jednak.
W gestii każdej wspólnoty leży utrzymanie budynku we właściwym stanie technicznym, w tym docieplenie, remont dachu, malowanie części ogólnodostępnych. Wszystko to generuje - znaczne niekiedy - koszty, niosąc ze sobą konieczność zaciągania kredytów. I to cyklicznie - bowiem taki remont nigdy się nie kończy. Jak się nietrudno domyślić, my, mieszkańcy, żyjemy w stanie permanentnego zadłużenia. Pół biedy, jeśli są to niewielkie kwoty - w skali miesiąca kilkadziesiąt złotych. Zgoła inaczej ma się rzecz, kiedy przychodzi ponieść koszty rzędu kilkuset nawet złotych. Bo kamienica stara jest, bądź zabytkowa, miasto zaś partycypuje tylko w części. Z tego wszystkiego wyłania się dla mnie pewna prawidłowość. Duża wspólnota skutkuje małym udziałem lokatora w kosztach. Mała - wręcz przeciwnie. Powoli staje się jasne, że w moim zasięgu będzie już chyba tylko mieszkanie w wieżowcu. A tak pragnęłam od tego się odżegnać.
Póki co, jestem na etapie poszukiwań, chociaż z każdym krokiem mój entuzjazm słabnie.
Wygląda na to, że moje / nasze oczekiwania trudno będzie spełnić. Mam tu na myśli metraż, ilość pokoi, oraz stan techniczny. Nie zawsze spotykam się z akceptacją - nawet i ze strony bliskich. Ja to rozumiem, lecz pewnych standardów nie sposób pominąć.
Trzymajcie zatem kciuki, aby wreszcie się udało znaleźć takie, które wszystkich zadowoli.
Mieszkanie ma być duże, w idealnym stanie, musi też być usytuowane w kamienicy. Która, ma się rozumieć, w najbliższym stuleciu nie będzie wymagać remontu. Niedrogie w utrzymaniu i ogólnie biorąc takie, na które będzie mnie stać. Czyli (o, ja naiwna) bardzo, bardzo tanie.
Nawiasem mówiąc, gdzie mi będzie tak dobrze, jak teraz? Za darmo gaz (w ryczałcie, czyli praktycznie za darmo) i ogrzewanie liczone "od metra", czyli  de facto bez ograniczeń. Oj, popłaczę ja sobie jeszcze za tym swoim (znienawidzonym) mieszkankiem, popłaczę...

 Ot, właśnie z tego chciałabym się wymiksować. Niestety, coś za coś - jak mówią.

27 komentarzy:

  1. A w jakimś niższym bloku? Wieżowce są przerażające, fakt.
    Życzę Ci bardzo, abyś szybko i sprawnie znalazła odpowiednie mieszkanie, było Ci tam jak najlepiej, bez potrzeby wzbudzania tęsknot za teraźniejszym, znienawidzonym mieszkaniem.
    Trzymam kciuki, mocno ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ba! Na to mam jeszcze, póki co, nadzieję. Chociaż przed chwilą byłam bliska jej utraty. Zbieram się na swój "dyżur". No, to do piątku:).

      Usuń
  2. Jednej rzeczy nie rozumiem, po jakiego czorta opuszczasz obecne mieszkanie, skoro jest tanie i praktyczne. A ze male? Na starosc potrzebne Wam salony do sprzatania?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie powiedziałam, że jest tanie - wręcz przeciwnie, opłaty w naszej dzielni należą do najwyższych w mieście. Obawiam się nawet, że mogę mieć trudności ze sprzedażą, jeśli trochę nie zaciemnię sytuacji. Po prostu mamy wszystko bez limitu, co akurat samo w sobie dla mnie nie jest złe. Szkoda tylko, że tak z nas zdzierają skórę:)

      Usuń
  3. Niech się uda. Spokojnego dyżuru!

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj życzę dobrze, choć wiem, że znalezienie idealnego mieszkania graniczy z cudem! ale wierzę, zę to twoje wymarzone, gdzieś na Ciebie spokojnie czeka i niebawem je znajdziesz:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdaję sobie sprawę, że to musi trochę potrwać.

      Usuń
  5. Skoro szukasz mieszkania, to widocznie to dotychczasowe nie jest w stanie spełnic nowych wymagań. Jak za ciasna sukienka, której nie da sie poszerzyć.Moja przyjaciółka mieszkajaca w maleńkim mieszkanku w bloku z kilkuosobową rodziną musi kursować do swoich rodziców w tę i wewtę po parędziesiąt kilometrów codziennie, bo jej mieszkanie nie nadaje się do wzięcia ich do siebie.Gdybyś to była jeszcze jakaś zwykła choroba obłozna, ale nie - Azheimer. A wiesz jaki to wulkan destrukcji i stresu.A mysle, iż to małe mieszkanko w tej sytuacji staje się jej jedynym wytchnieniem od koszmaru choroby rodziców.Czasem lepiej wiec jeździć, żeby nie oszaleć.
    Mam nadzieję, że znajdziesz cos spełniajacego kryteria i dasz radę szybko sobie wszystko poukładac, by było w miarę wygodnie i co wazne - tanio!
    Pozdrawiam Cie ciepło, Errato!:-)**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ono właściwie nigdy nie spełniało moich potrzeb. Że o wymaganiach to już nawet i nie warto gadać:).
      Mogę sobie wyobrazić, co przeżywa Twoja koleżanka. Oraz, że powrót do siebie może dla niej być odskocznią. Dla mnie natomiast w żadnym razie nie jest. Ja, nawet będąc w swoim domu, duchem jestem "tam". Nie ma od tego urlopu, a skoro go nie ma, to z dwojga złego już lepiej stworzyć sobie jaki taki komfort.

      Usuń
  6. Ja też nie rozumiem skąd ta potrzeba zmiany mieszkania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chcę zamieszkać z mamą.

      Usuń
    2. Trzymam kciuki za powodzenie planu:)

      Usuń
  7. Być może nie wszystkie warunki muszą być spełnione łącznie
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z każdym dniem coraz bardziej się o tym upewniam.

      Usuń
  8. trzymam kciuki i wierzę w cud!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i mnie Twoja wiara się udzieli:)

      Usuń
  9. Jeżeli kamienica stara jest to czy nie ma możliwości dofinansowania większych remontów z budżetu dla zabytków?
    Z drugiej strony, i nowe budynki stawiają pod nazwą kamienica.
    Remonty we wspólnotach to znane mi hasło. Masz rację, duża wspólnota to mniejsze koszty.Nie ma sensu organizować się w taki sposób przez niewielką liczbę właścicieli wartościowego budynku.Nie są w stanie sami sfinansować wymaganych remontów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To są niekiedy bardzo skomplikowane sprawy. Kto wie, czy nie lepiej zdecydować się na kupno u dewelopera...

      Usuń
  10. oj nie lubię przeprowadzek...
    współczuję :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już przyjdzie co do czego, to się dopiero zacznie płacz i zgrzytanie zębów:).

      Usuń
  11. Trzymam kciuki, zeby ulozylo sie wszystko po Twojej mysli:-)Nie lubie przeprowadzek, ale czasem sa niezbedne. Moze w Waszym wypadkau tak wlasnie jest? Kazdy robi tak, zeby zylo sie jak najlepiej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby tak właśnie było. Dzięki:).

      Usuń
  12. Większe mieszkanie moje marzenie. :)
    A co jeśli rodzina się zmniejszy co wtedy z dużym mieszkaniem? Ale gdy jest konieczność to nie ma zmiłuj się, jak trzeba to trzeba. Ma być tak jak sobie wymarzyłaś. i już! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli mnie rozumiesz. Jak się rodzina zmniejszy, to ...od przybytku głowa nie będzie mnie boleć:).

      Usuń