Wojciech Gerson. Gdańsk w XVII wieku. 1865. Olej na płótnie. 103,5 x 147 cm. Muzeum Narodowe, Poznań.


Niektórzy mają skłonność do nadinterpretacji. Nieistniejących szukając podtekstów, podejrzliwie snują nowe wątki. A innym znów razem redukują przekaz, sprowadzając go do biograficznej notki. Tu jednak pomiędzy wierszami trzeba umieć czytać...
Ze zrozumieniem.

niedziela, 3 lipca 2016

Niespodzianka

- Wracam dzisiaj do domu, będę tak pod wieczór - mówię do dziecięcia przez telefon.
- Ale ...jak to, przecież uzgodniliśmy, że dopiero jutro. Ostrzegam, w twoim pokoju demolka, nogi nie ma gdzie postawić.
Entuzjazmu coś brak - myślę lekko speszona - tak to się mać swoją wita? Ot, sobie człek wyhodował na memłonie własnym!
- Dobra, nieważne, jakoś się przekimam, jutro możesz działać dalej. Porządkować książki, sortować ubrania, demontować sprzęt.
Z uwagi na rychłą przeprowadzkę - chociaż właściwie nie tylko, ponieważ ta konieczność wisi nad nami od dawna - pozbywamy się tego, co zdawałoby się zakorzenione i wręcz nie do wyplenienia.
Ot, na przykład tapczan, który najlepsze lata ma już za sobą i teraz połamanymi sprężynami straszy. Od dawna służy nam jako magazyn niepotrzebnych rzeczy - przywalony stertą poduch, nienoszonych ubrań, a nawet, o zgrozo, książek, które już nie mieszczą się na półkach.
Jak tu się pozbyć tego wszystkiego i jak to logistycznie rozegrać - od jakiegoś czasu myślę z wielką troską. Następnie zapominam o sprawie, w obliczu spraw istotniejszych.
(Kiedy mam wolny tydzień, myślę już o czym innym tudzież regeneruję nadwątlone siły.)

Wchodzę do mieszkania, lukam ostrożnie, a tu zaledwie kilka pakunków skromnie przy regale stoi.
- Chodź do mojego pokoju - woła już od progu dziecię. Voilà!
A to niespodzianka. Cóż bowiem widzą moje piękne oczy?
Połać wolnego miejsca, podłogę odkurzoną starannie, zaś pod samą ścianą równiutko ustawione elementy. Stelaż, oparcia i poprzeczki. Wszystko starannie rozkręcone, rozmontowane dosłownie na części pierwsze. Bardzo łatwe do samodzielnego wyniesienia, oprócz stelaża, który pod osłoną nocy wywieziemy sobie razem. Po to właśnie mamy towarową windę.
Dzisiaj wieczorem - bo akurat jutro jest wywózka tych "wielkogabarytowych".
Wprost nie mogę wyjść z podziwu. Brawo, moje zmyślne dziecię! 

18 komentarzy:

  1. I dziecie tak calkiem SAMO dalo rade? Nono! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też dosłownie "zatkało kakało". A na dodatek wszystkie śruby przepisowo na spodeczku ułożone. A wielgachne ci były...

      Usuń
  2. Brawo ! U moich potomków inicjatywa nie do pomyslenia ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potrzeba matką inicjatyw. Wszystko jeszcze przed Wami:).

      Usuń
  3. rety, Twój memlon wydał na świat niebywały cud!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ba, o tym to ja wiem od dawna:)).

      Usuń
  4. Super :) Po to są przeprowadzki, żeby pozbyć się wielu przydasi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dociera do mnie groza sytuacji - ile trzeba zapłacić za wywózkę śmieci.

      Usuń
    2. A może nie będzie tak źle?

      Usuń
    3. Oby; wkrótce się okaże:)

      Usuń
  5. Zuch dzieciątko! MOje jak sie z domu wyprowadzalo to tez pokoj posprzatalo, az mi szczenka na podloge spadla... Moze to jakis znak? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Możliwość zmiany wyzwolić może prawdziwe pokłady energii:).

    OdpowiedzUsuń
  7. czasami potrafią nas mile zaskoczyć i wtedy aż się chce czlowiekowi pomyśleć z dumą: "jak dobrze wychowane!" :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jakby się dziecięciu Twemu nudziło, zapraszam na odgracanie do siebie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To będzie takie rodzinne, gremialne odgracanie:).

      Usuń