Wojciech Gerson. Gdańsk w XVII wieku. 1865. Olej na płótnie. 103,5 x 147 cm. Muzeum Narodowe, Poznań.


Niektórzy mają skłonność do nadinterpretacji. Nieistniejących szukając podtekstów, podejrzliwie snują nowe wątki. A innym znów razem redukują przekaz, sprowadzając go do biograficznej notki. Tu jednak pomiędzy wierszami trzeba umieć czytać...
Ze zrozumieniem.

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

O wnioskach i przemyśleniach (1)

Moja wczorajsza rozmowa z siostrą dała mi pożywkę do przemyśleń.

Po pierwsze, nie warto bawić się w głuchy telefon, wszelkie ważne kwestie podejmując na gorąco. Choćby nawet i po to, żeby rozwiać (bądź potwierdzić) własne podejrzenia. Swobodna interpretacja czyjegoś nastroju, zwłaszcza w oparciu o relację osób trzecich nie sprzyja trafności osądu.

Zaś po drugie, skąd bierze się mit, iż pieniądze szczęścia nie dają.
Otóż dają, z tym, że jedynie na chwilę. Bowiem szybko się kończą, nie pozwoliwszy zaspokoić rosnących apetytów. Gdyby jednak założyć, że mamy nieograniczone konto, moglibyśmy dożyć setki wcale nie pytając, czy jesteśmy szczęśliwi. Tak się w życiu składa, że nie tylko czas to pieniądz, ale również ...pieniądz to praca. I to naprawdę absorbująca praca. Skonsumowawszy bowiem wszystko, co tylko do bieżącej konsumpcji się nadaje, zaczyna się człek ...nudzić. Po czym sam zaczyna tworzyć sobie "miejsce pracy". Stąd, zdaje się, pochodzą wszystkie ważkie przedsięwzięcia, wielkie projekty architektoniczne; stąd bierze się mecenat sztuki i fundacje pomocowe. 
Może by zatem - na mocy skrótu myślowego - uznać, że tylko praca może dać prawdziwe szczęście?
Że niby truizm i wyważanie otwartych drzwi?  Że każdy głupi dawno o tym wie?
Oj, nie wydaje mi się, nie wydaje...

19 komentarzy:

  1. ad1. Moja teściowa jest mistryzynią doszukiwwania się intencji, które człowiekowi w życiu nie przyszłyby do głowy. Jak łatwo się domyslić, na nasze relacje ma to wływ katastrofalny.

    ad2. Od dawna mam przemyślenia podobnego rodzaju
    I doszłam do wniosku, że początek tego znajduje się w Biblii, w momencie wygnania z raju. Pan Bóg pokarał nas koniecznością pracy. Człowiek bez niej nie przetrwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pan Bóg pokarał koniecznością pracy...
      Rzeczywiście biblia mówi, że "w pocie czoła będziesz pożywał chleba..".
      Smuci mnie takie płytkie pojmowanie pracy. Zaliczam się do bardzo liczbej grupy ludzi, którym praca sprawiała/sprawia ogromną satysfakcję.
      Mój szef twierdził - praca tylko wtedy ma sens jeśli to samo zajęcie wykonywałbyś chętnie nawet bezpłatnie. Na marginesie dodam, że bardzo dbał o to żeby jego pracownicy byli dobrze wynagradzani.
      Dziwna wydaje mi się logika, że ludzie wysokokwalifikowani powinni być dobrze wynagradzani. Niby dlaczego? Bo nikt nie będzie chciał wykonywać tej wysokokwalifikowanej pracy? Ejże.

      Usuń
    2. Mnie również nie zadowala powierzchowne podejście do kwestii pracy. Ma ona bowiem dużo szerszy kontekst. Zresztą praca to nie tylko to, za co otrzymuje się pieniądze. W przeciwnym razie trud kobiety zajmującej się wychowaniem dzieci pozostałby niedoceniony. Tego zaś nie sposób byłoby usprawiedliwić.
      Zgadzam się z Tobą, Lechu, że to właśnie te "najgorsze" prace zasługują na gratyfikacje. Temat zresztą domaga się odrębnego posta.

      Usuń
    3. pisząc praca nie miałam na myśli tej zarobkowej li tylko

      kiedys czytałam statystyki
      około 5%ludzkości świata może o sobie powiedzieć, że ich praca to ich pasja jednocześnie
      a te 5% jakby im te prace zabrać, będą najbardziej nieszczęśliwi na świecie

      czyli praca to dla każdego pewien rodziaj kamienia u nogi

      Usuń
    4. Kamienia u nogi! Tak, owszem; z tym, że nie wydaje mi się, by ten "wyrok" ciążył na tak wielkiej masie osób. Coś jednak jest na rzeczy.

      Usuń
    5. ja jednak mam poczucie, że praca to coś takiego jak balast. Albo jest nie taka, jak powinna być, albo jej w ogóle nie ma, albo się na człowieka patrzą jak na darmozjada, bo nie pracuje, albo jak na głupka, bo pracuje za dużo, a jak się idzie na emeryturę to tak często się czuje człek, jakby był bezwartościowy, nieuzyteczny
      określamy siebie rzez pryzmat pracy -czy jest, czy zgodnie z naszymi zdolnosciami, czy płaca opowiednio, czy wzbudzamy praca szacunek

      Usuń
    6. Rybka, ale takie myslenie jak opisalas to jest szczerze mowiac dorabianiem dupie uszu :) Bo i co mnie niby obchodzi co mysla inni jesli nie sa zwiazani z moja praca, a nawet jak sa to tez mi to lotto:) Niby dlaczego mialabym sie tlumaczyc, tylko dlatego, ze ktos tak chce? Widocznie ten ktos ma problem z niedowartosciowaniem i chce go przerzucic na innych. Takie jest moje zdanie.

      Usuń
    7. Star
      poza Tobą to 97% ludzi ma problem z niedowartościowaniem:pp
      Już straciłam nadzieję że to kiedyś zrozumiesz;))

      Usuń
    8. Większości z nas ów nieszczęsny problem dotyczy, niestety. Fakt, że mało kto się z tym ujawnia:)

      Usuń
  2. zgadzam się, mój najgorszy i najdłuzszy urlop był pomiędzy zwolnieniem mnie z jednej pracy a zatrudnieniem w drugiej, mimo bezrobotnego czerwca, lipca, sierpnia i wrzesnia szlag mnie trafiał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Innymi słowy, musiałaś lubić swoją pracę:)

      Usuń
  3. W Polsce pracowalam i absolutnie nie lubilam mojej pracy. Nudzila mnie, ale trzeba bylo pracowac, zeby zyc. Tu w Ameryce robilam na szczescie to co lubie, wiec w sumie to byla przyjemnosc. Owszem byl obowiazek, ale przyjemnosc wieksza. Teraz juz od prawie 2 lat nie pracuje, na poczatek mi sie nie nudzilo, bo bylam chora i cala energia skupiala sie na leczeniu. Teraz mimo, ze moje klientki wiedza, ze juz nigdy nie wroce do pracy (nie mam takiej potrzeby) to kilkanascie z nich przyjezdza do mnie do domu na drobne zabiegi, bo jak twierdza "nie moga znalezc nikogo kto by zrobil to samo co ja ale tez tak samo jak ja". Czy to jest praca?
    Nie wiem, w sumie mam czasem jedna, czasem dwie klientki tygodniowo, a bywaja tygodnie, ze nie ma zadnej. Kazda wizyta to znow dla mnie przyjemnosc.
    Przyjemnosc nie tylko wykonywania (za odplatnoscia) tego co lubie, ale tez przyjemnosc przebywania w towarzystwie tych klientek. Wiekszosc z nich znam od ponad 20 lat, dwie nawet przyprowadzily ze soba dorastajace corki, ktore znow sa moimi klientkami.
    Nie wiem co to bedzie jak za 2 lata bedziemy sie wyprowadzac z NYC, bedzie pewnie duzo lez, ale nie mysle o tym teraz. Nauczylam sie zyc dniem dzisiejszym, tak jest zdecydowanie lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy kochamy, a co najmniej lubimy wykonywane zajęcie, nasz stosunek do pracy jest pozytywny. Wtedy chcemy wykonywać ją najdłużej, jak tylko się da. Mój ojciec po przejściu na emeryturę pracował początkowo na pół etatu, potem na ćwierć, a na koniec nawet na jedną szesnastą. To się nazywa umiłowanie pracy:).
      Miło, gdy ktoś docenia nasze kwalifikacje - tak, jak to ma miejsce w przypadku Twoich długoletnich klientek.

      Usuń
  4. Praca - ale taka, która jest prawdziwą przyjemnością :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, Aniu, że masz takie szczęście:)* Zresztą w pełni na nie zasłużyłaś.

      Usuń
  5. Ja prawie przez całe życie się tłumaczę,że dużo pracuję.Czasem wręcz przepraszam za to,ze lubię swoją pracę,a może najbardziej jej brzęczącą stronę:))) Co ciekawe, najbardziej się dziwią różnej maści obiboki,ktorym "pieniądze szczęścia nie dają":)
    Ja najbardziej cenię sobie w życiu swoją niezalezność i chyba to jest clou sprawy w moim przypadku;)pozdrawiam
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieć tego typu pracę jest ogromnym przywilejem. Nie wiem, czy ktoś na to nie zasługuje; w zasadzie myślę, że zasługują wszyscy, jeno nie dla każdego takowej wystarcza. I to wcale nie dla tej "gorszej" części z nas. Dlatego niektórzy są zmuszeni do wykonywania prac nielubianych.

      Usuń
  6. Jak u poety(choć on o ojczyźnie)
    Ile cie cenić trzeba ten tylko się dowie kto cię stracił.
    No właśnie raz straciłem i już wszystko wiem
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zdecydowanie zachodzi taka analogia.

      Usuń