Wojciech Gerson. Gdańsk w XVII wieku. 1865. Olej na płótnie. 103,5 x 147 cm. Muzeum Narodowe, Poznań.


Niektórzy mają skłonność do nadinterpretacji. Nieistniejących szukając podtekstów, podejrzliwie snują nowe wątki. A innym znów razem redukują przekaz, sprowadzając go do biograficznej notki. Tu jednak pomiędzy wierszami trzeba umieć czytać...
Ze zrozumieniem.

środa, 20 maja 2015

Okolicznościowe refleksje wybiórczo wyborcze

Miałam już nie poruszać kwestii wyborów. Wszechobecna w "tiwi" papka wywołuje u mnie mdłości.
Mainstream to, mainstream tamto.
Postanowieniu, póki co, jestem wierna, tytuł jednak pozostaje.
Głównie dlatego, że musi być chwytliwy.

Rok 2015 to rok znamienny.
Pięć lat od wyboru prezydenta. Ponieważ pięć lat od katastrofy smoleńskiej.
Dla mnie ten rok znamienny jest dodatkowo z innego jeszcze powodu.
Właśnie upływa pięć lat od śmierci mojego Ojca. I to o nim w znacznej mierze będzie ten post.

Porządkując swoje poetyckie archiwum trafiłam na słynny wiersz Herberta, Pan od przyrody.
Piękny, w moim odbiorze nostalgiczny wielce, wyzwala dziś we mnie tęsknotę za Tatą.
Wprawdzie nie tyle z uwagi na szczegóły, ile ze względu na wymowę.
Mój Ojciec był "panem od matematyki". Choć od przyrody troszkę jednak też.
Bardzo się troszczył o formowanie umysłów dzieci. Własnych czy cudzych - niemal bez różnicy.
Uważał to za wielką wartość.
Nie mógłby odmówić pożyczenia książki. Nieważne, jak cennej i z trudem zdobytej.
Traktował to w kategoriach obowiązku. Takiego społecznego, znaczy.
Bo książka to nie jakiś tam materialny przedmiot.
Książka to symbol i coś, czym trzeba się dzielić.
Zawsze spieszył z pomocą tam, gdzie trzeba było wytłumaczyć trudne domowe zadanie. Nie biorąc za to ani grosza. Wszak jeśli Bóg, czy Natura uposażyła cię wiedzą,winieneś to oddać z nawiązką.
Tak widział swój wkład w rozwój świata. By ten mógł stawać się nieco lepszy.

Dzielił się z nami wiedzą, opisywał najnowsze wynalazki, rozbudzał w nas zainteresowanie przyrodą i cywilizacją. Czytał nam książki, opowiadał o zamorskich podróżach, kształtował poprawność naszego języka.
Był wielkim piewcą przyrody, głęboko przekonany o jej sile napędowej i ostatecznej mądrości. Wielkość przyrody przypisywał działaniom Stwórcy. Będąc właściwie agnostykiem sprzeciwiał się prymatowi religii jako takiej.
Dziś, gdy od niespełna pięciu lat nie ma go już z nami, mam dojmujące odczucie, jakoby - zgodnie z tym, czego pragnął i w co wierzył - stał się cząstką przyrody.
Tym niemniej jako osoba zakorzeniona w religii żywię przekonanie, że jego duch nie przekształcił się w jakąś tylko formę energii, lecz zachował swój personalistyczny charakter.

Teraz, gdy powszechny dyktat pieniądza przybiera formę szczególnie agresywnej propagandy, "korpo" kolesie, którym słoma wychodzi z butów, czują się w prawie, by lekceważącym uśmieszkiem zbywać ludzi takich, jak on.  Ci zaś, którzy aktualnie są u żłoba, jednym pociągnięciem pióra przesądzają o losie tych, którym nawet nie dorównują poziomem wiedzy i erudycją.

Czy jakąś pociechą może być fakt, że każdy, kto go znał wspomina go z szacunkiem i z pogodną  twarzą?

38 komentarzy:

  1. Errato, twoj ojciec byl wspanialym czlowiekiem, zyl tak jak czul, ze warto zyc, jego zycie bylo wielka wartoscia, a po sobie pozostawil dobre geny ktore dalej kraza i mysle, ze jego wartosci tez sie w was ostaly. Mozna powiedziec wykonal swoja misje specjalna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często sobie o tym w gronie rodzinnym gawędzimy. Wygląda na to, że nie każdy z nas poszedłby tą drogą, jeśli przyszłoby mu drugi raz wybierać:)). Rzecz jasna Tatuś jest naszym idolem.

      Usuń
  2. Im mniejszego ducha czlowiek, tym bardziej sie sadzi, probujac tupetem zakamuflowac niedostatki intelektu, dobrych obyczajow i malostkowosci. Wielkosc idzie w parze ze skromnoscia i dystansem do siebie. A jednak bardziej pamieta sie tych wlasnie skromnych madrych ludzi, bo oni zapadaja gleboko w serce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojciec był niezwykle skromnym człowiekiem. W tym tkwiła jego wielkość.

      Usuń
  3. I tu sie z Anna Maria P. zgadzam.Szczegolnie z tym oto zdaniem.....< A jednak bardziej pamieta sie tych wlasnie skromnych madrych ludzi, bo oni zapadaja gleboko w serce.>AR

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to właśnie ich najdłużej się pamięta...

      Usuń
  4. autorytet, niezwykle ważny wzorzec dochowujący zasad przez całe życie, zasad często współcześnie pogardzanych i wyśmiewanych. Rzadko kiedy mamy szczęście znać kogoś takiego osobiście. Miałaś cudownego tatę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie w każdym momencie życia postrzegaliśmy go jako swój autorytet, trzeba to otwarcie przyznać.

      Usuń
  5. Twój ojciec Errato jak wnoszę z Twojego opisu był człowiekiem nietuzinkowym. To była osobowość, autorytet. Dlatego jestem święcie przekonana , że pozostanie on w pamięci ludzi ,którzy mieli z nim styczność już na zawsze . I to jest, wprawdzie maleńka,ale zawsze pociecha dla Twojego ciągle krwawiącego serca .
    Natomiast to co piszesz o tych aktualnie u żłoba jest okrutną prawdą . Też bardzo nad tym boleję . Nasi rodzice byli pokoleniem , które wiele przecierpiało , odbudowywali ten kraj ze zgliszcz wojennych , zanieśli oświatę pod strzechy , nauczyli pisać i czytać , dziś już nikt nie wspomina , że byliśmy krajem analfabetów/ w dużym procencie/ , jeszcze w latach sześćdziesiątych nikogo nie dziwiło gdy widział krzyżyki na liście płac... a dziś wyklina się te pokolenia , odbiera im "życiorysy" i lekceważy ...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafnie to ujęłaś. Teraz "okazuje się", że to, w co wierzyli zdaje się być niewarte ich wysiłku. Dlatego nie wolno nam przyjąć takiego punktu widzenia. Uwłaczałoby to ich pamięci.
      A pamięć o kimś jest przedłużeniem jego życia. I tego zamierzam się trzymać.

      Usuń
  6. Może i powinno być pociechą.
    Non omnis moriar...

    OdpowiedzUsuń
  7. zostać zapamiętanym w ten właśnie sposób to wielka sztuka :) niech będzie więc pociechą... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pociechą i wyznacznikiem.

      Usuń
    2. dokładnie! i wyznacznikiem...

      Usuń
    3. Tego zamierzam się trzymać:).

      Usuń
  8. Na pewno jakąś pociechą jest ...
    Na temat miernot się nie wypowiadam już, bo brzydzi mnie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak. W tym wyborczym czasie wiele można zaobserwować.

      Usuń
  9. Piękne wspomnienie o niezwykłym człowieku

    wiesz co, szczęśliwy, kto może tak wspominać swojego rodzica

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne wspomnienia są tym, co owocuje. Tym niemniej żywy człowiek przez swoich bliskich odbierany jest w wielu aspektach. Tych bardziej przykrych też:).

      Usuń
    2. aaaa
      to ja też mogłabym dobrze o moim tacie, jakbym odrzuciła to czy tamto:)

      Usuń
    3. I tego się trzymajmy i nie puszczajmy:). Przecież w tytule stoi, że wybiórczo:)).
      Zresztą, jestem zwolenniczką pisania i mówienia o człowieku szczerze, bez upiększeń. Dziś dałam upust swojej tęsknocie i przywołałam wspomnienia. Prawdziwe, choć trochę wybiórcze.
      Napisz coś o swoim Tacie. Ja też będę jeszcze pisać.

      Usuń
    4. mój tata jeszcze żyje, ma się dobrze
      i mam z nim bardzo dobre relacje
      tyle chyba mogę napisać

      ja też jestem za szczerością
      nienawidzę powiedzenia - o nieżyjących albo dobrze albo wcale!

      Usuń
    5. Jeśli jeszcze żyje, to możesz wciąż pogłębiać relacje.
      Masz rację, nie cierpię tej obłudy, która każe "nie mówić źle o zmarłych", albo wybielać ich kosztem żyjących ofiar. To bardzo niedobra tradycja, nagminnie stosowana również i w odniesieniu do funkcjonariuszy zdegenerowanych układów politycznych.

      Usuń
    6. Podzielam Twoje zdanie , też wydaje mi się to obłudne i wręcz głupie ... :) A nasi rodzice cóż są lub byli tylko ludźmi z krwi i kości ... a więc mieli zalety, ale i też popełniali błędy i nie byli wolni od wad. Istotne jest byśmy my ich nie powielali :)

      Usuń
    7. Tak, ale to dosyć trudne, uważać rodziców za ludzi z krwi i kości:)). W dzieciństwie to nawet wręcz niemożliwe. Dopiero po latach uczymy się patrzeć na nich bez różowych okularów, a jednocześnie podziwiać ich.

      Usuń
  10. Bez wątpienia dziś ludzi z pasją, a przede wszystkim bezinteresownych, ze świecą szukać. Obojętnie w jakich warunkach socjalnych i ekonomicznych przyjdzie nam żyć i umierać - prawdziwie spełnionym będzie ktoś taki jak mój Dziadziuś. Jego życie miało SENS i pozostawiło dobro, które wciąż trwa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Temu nie da się zaprzeczyć. Choć pewnie znaleźliby się i tacy, którzy chcieliby ten "sens" strywializować.
      Nie pozwolimy na to, prawda, Dziobku:)).

      Usuń
  11. Pięknie piszesz o swoim Tacie.
    Dziś takich ludzi już nie ma...
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie jacyś by się znaleźli. Szukajmy ich, ile sił:).

      Usuń
  12. Musiał być wspaniałym Człowiekiem, a Ty dzięki temu masz wspaniałe wspomnienia i drogowskazy życia. On jest teraz częścią Ciebie i możesz wybierać co najlepsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak też postąpię. Jeśli dam radę:).

      Usuń
  13. Wzruszyłam sie wierszem Herberta i Twoim wspomnieniem o Tacie. Jak dobrze, że byli, są i będą na świecie tacy ludzie. Oni zasiewają ziarno. Oni nigdy nie znikają, jakby ich nigdy nie było.Są sensem, busolą, drogą!***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten wiersz usposabia mnie refleksyjnie. Kojarzy mi się z tymi dawnymi, rzec można, "starej daty" nauczycielami i wychowawcami, bez reszty oddanymi swoim podopiecznym. Dziś już się o takich niemal nie słyszy. Szkoda...

      Usuń
  14. Ojciec.
    Z wiekiem człowiek patrzy na niego innymi oczami
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwłaszcza, jak już sam ojcem zostanie...

      Usuń
  15. Docenić rodzica jeszcze za życia, to bardzo dobrze świadczy o dzieciach. Ty i Twoje rodzeństwo docenialiście. Wspomnienia zachowane w sercu i cieple myśli pozostają przez kolejne pokolenia no i najważniejsze wzorce jest z czego czerpać.
    Książki pożyczałam i pożyczam ale no te najlepsze są podwójne :) gdyż nauczona zostałam doświadczeniem nie oddania cennej książki. Właśnie co mi to przypomina? Pewną panią co to przechodzi na drugą stronę ulicy i zmyka schylona pod oknami.
    Tak, wiem że już książki nie odzyskam, ani nie odkupię jej sobie. Ale to nie szkodzi, podobne informacje mam zapisane w innych egzemplarzach o podobnej tematyce. Na zdrowie kobieto na zdrowie. :)
    Wybory, idę bo strach tyłek zaciska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książki mają do siebie to, że trudno je odzyskać. Tata radził nam założyć specjalny zeszycik, w którym będziemy zapisywać pożyczone egzemplarze. Po to, by było kogo monitować o ich zwrot. Dobry pomysł, niestety, nigdy niezrealizowany:).

      Usuń