Wojciech Gerson. Gdańsk w XVII wieku. 1865. Olej na płótnie. 103,5 x 147 cm. Muzeum Narodowe, Poznań.


Niektórzy mają skłonność do nadinterpretacji. Nieistniejących szukając podtekstów, podejrzliwie snują nowe wątki. A innym znów razem redukują przekaz, sprowadzając go do biograficznej notki. Tu jednak pomiędzy wierszami trzeba umieć czytać...
Ze zrozumieniem.

czwartek, 20 października 2016

Czy lubicie swoje własne imię?

Moje siostry mają na imię Basia i Grażyna. Mają też, jasna rzecz, imiona drugie, tyle że nikogo to specjalnie nie interesuje.
Ze mną sprawa jest zgoła inna, widać rodzice nie mogli w tym względzie do porozumienia dojść.
Mam na pierwsze Małgorzata - to z inicjatywy mamy, zaś na drugie Ewa - co bardziej przypadło do gustu tacie).
Lecz, dacie wiarę, że wśród przyjaciół wczesnego dzieciństwa, a nawet w rodzinie dalszej nikt nawet się nie domyśla, jakie jest moje pierwsze, bądź co bądź urzędowe, imię. Dla nich byłam i jestem Ewą.
Ku mojemu utrapieniu, bowiem imienia tego nie znosiłam od dziecka serdecznie. Uważałam, że jest nieładne, za krótkie i ogólnie biorąc odpowiednie raczej dla psa.
Zdaję sobie sprawę, iż wielu z Was będzie mieć przeciwne zdanie i szanuję to. Co nie oznacza, że się nie poważę tu na wyrażenie swego. (To właśnie jest ten moment, kiedy powiem - to mój blog.) Wiem, wiem, że o gustach się nie dyskutuje. Dlatego też i nie dyskutuję, jeno tak prosto z mostu walę.

Kiedy po kilkunastoletnim odstępie urodził się nasz brat, mama już miała gotową koncepcję imienniczą. Postanowiła nazwać go Tomasz Łukasz. Na cześć Tomasza z Akwinu i Łukasza ewangelisty. Nieważne, że trochę do rymu. Puszczając mimo uszu nieśmiałe mężowskie protesty wysłała go do urzędu z odpowiednimi dyspozycjami. (W naszej rodzinie to mama zawsze grała pierwsze skrzypce.) Jakież było powszechne zdziwienie, kiedy po powrocie taty okazało się, że ...jednak odważył się przeprowadzić swoją wolę. Brat otrzymał imiona Lech Tomasz. Pierwsze z nich nosił bowiem starszy brat ojca, który zginął w Sztutthofie i którego pamięć tata chciał w ten sposób uczcić.
Cóż było począć, co się stało to się nie odstanie. Po spektakularnym spoliczkowaniu męża (należało mu się, należało) nie było innego wyjścia, jak tylko przejść nad tym do porządku. Czyli zgodnie z obowiązującym w rodzinie zwyczajem abstrahować od imienia pierwszego, używając wyłącznie drugiego. W mistyfikacji owej wziął ochoczo udział również i nasz tata, wszak już wystarczyło mu, że przeforsował swoje. Zatem od teraz braciszek był przez wszystkich nazywany tylko i wyłącznie Tomciem.
Trwało to aż do czasu, kiedy to trzeba było zapisać dziecko do szkoły. Teraz już mama, pomna niefortunnej sytuacji ze mną, podjęła męską decyzję. Zarządziła symboliczne staropolskie postrzyżyny, w następstwie których bratu przywrócono jego pierwsze, oficjalne, imię. Niełatwo, oj niełatwo nam przyszło tak od razu się przestawić, czas jednak robi swoje i dziś już mało kto pamięta "Tomcia". Chyba już tylko dawni koledzy przedszkolni, z którymi urwał się kontakt.

Czy podoba mi się moje imię, Małgorzata? Owszem, podoba (chociaż jeśli mam być szczera, wolałabym Magdalenę). Wprawdzie szkoda, że tak bardzo "popularne", lecz przynajmniej nie jest obarczone pokoleniowym piętnem. No dobra, nie będę się czepiać, mogło być o wiele gorzej.
Pewien szkolny kolega syna stwierdził, że "zabiłby starych" gdyby mu nadali takie imię, jakie nosi on. Czyli Jerzy. To się niestety zdarza (nie zabijanie, tylko urzędowe zmiany). Dlatego fajnie by było móc samemu wybrać. Coś jak za Piasta, najpierw dziecięce, a dopiero potem docelowe.

58 komentarzy:

  1. Bardzo lubię swoje imię. Tak bardzo, że nazwałam nim swoją pierworodną. Drugiej już nie - dostała moje drugie ukochane imię w kolejce, czyli Matylda. babcia moja chciała dla mnie imienia Elżbieta. Mam tak na drugie. Nie znoszę tego imienia, wydaje mi się jednym z brzydszych, jakie są. Gdybym jednak je dostała na pierwsze - zmieniłabym: na Eliza, Liza albo Ella.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo imię trzeba "czuć". I akceptować, wtedy dopiero może ono z nami wzrastać.

      Usuń
    2. Tak to prawda, imie trzeba czuc i tez zalezy jak jest wypowiadane. Pamietam tlumaczylam synowi, ze nie ma "glupich imion" to nosiciele imion moga byc glupi lub madrzy a to juz zalezy od kazdego z nas.
      Bo moj Junior ma na imie Mariusz, no nie zdawalam sobie sprawy z faktu, ze moze nas czekac emigracja, a Mariusz jest imieniem nieprzetlumaczalnym. Nauczyciele probowali zrobic z niego Mario, Martin itp, ale ja sie upieralalm ze to nie to.
      W koncu przy zmianie szkoly zamiast Mariusz Junior przedstawil sie jako Chris (Christopher) i tak zostalo, ale w dokumentach ma ciagle Mariusz, nie skorzystal z okazji darmowej zmiany w czasie obywatelstwa i tak zostalo. Najczesciej jest zapisywany jako Christopher M. i nazwisko.
      Tu jest naprawde dowolnosc w tych wszystkich wariantach mieszanek imion i nazwisk. Ja mam podwojne nazwisko, oficjalnie w najwazniejszych dokumentach, ale czesc np. konto bankowe, jakies inwestycje itp. mam ciagle na tylko jedno nazwisko i to dziala. Bo wszystkie teg konta i pierdoly sa zarejestrowane przy uzyciu tego samego SS number to cos jak polski Pesel, a wiec latwo zidentyfikowac ze to ta sama osoba.

      Usuń
  2. Nigdy nie analizowalam znaczenia historycznego czy tez raczej obciazenia historycznego imion. Imie albo mi sie podoba, albo nie a to jest tylko zalezne od brzmiienia, od ze tak powiem melodii:) Moj brat ma na imie Jerzy i ze niby co to ma byc zlego z tym Jerzym? Smieszne to troche dla mnie, ale moze tego nie rozumiem, bo w mojej rodzinie nigdy takiej tradycji gmerania w imionach nie bylo.
    Lubie imiona zawierajace litere R bo moim zdaniem lepiej brzmia, maja dzwiek, maja moc. Z tym, ze oczywiscie ta moc i dzwiek to tylko dla ucha. Gdybym miala wybierac miedzy Malgorzata a Magdalena to oczywiscie bez sekundy zastanowienia wygrywa Malgorzata, bo Magdalena ze wzgledu na brak R brzmi dla mnie taka rozmemlana:)
    Mnie dano na imie Maria, czego szczerze i z calego serca nienawidzilam. Na szczescie ponoc tak sie stalo, bo urzad nie zgodzil sie na Maryla, ktore to bylo wyborem mojego Taty. Maryla bardzo mi sie podoba i zawsze podobala. Niestety w dokumentach byla Maria i z ta przyjechalam do Stanow zajelo mi dwa lata zeby sie od tego znienawidzonego imienia uwolnic. Z Maryli wyrzucilam Y, ktory tylko wprawialby zamieszanie w wypowiadaniu mojego imienia przez Amerykanow i zostala Marla. Przyjmujac obywatelstwo po pieciu latach pobytu prowadzilam te zmiane oficjalnie w dokumenty i teraz jestem szczesliwa posiadaczka imienia Marla.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marla brzmi bardzo ładnie.

      Usuń
    2. Ja też, mówiąc szczerze, nie podzielam zachwytów nad imieniem Maria (tacie natomiast bardzo się podobało). Za to Marla brzmi fajnie - już wcześniej zwróciłam na to uwagę i nawet miałam zapytać, czy to Twoje prawdziwe imię. W Stanach jest duża dowolność, nie to co nasze sztywne reguły, choć powoli i u nas się zmienia. Dla mnie też najważniejsze jest brzmienie imienia, jego znaczenie zwisa mi i powiewa. Do tradycji nieszczególnie jestem przywiązana, może tylko tak wybiórczo:). Jerzy to fajne imię, koledze nie podobało się dlatego, że pokoleniowo należy do "starych". To również się zmienia, spotykam sporo małych Jerzyków. Uwielbiam to akurat zdrobnienie, choć na ogół za nimi nie przepadam.

      Usuń
    3. Ha, ja do czasu kiedy poszlam do szkoly nie mialam pojecia, ze mam na imie Maria:) W domu od zawsze mowili do mnie Maryla, Marylka i tak tez bylo w szkole jak juz mama wyjasnila, ze ta Maria to niejako z koniecznosci.
      W sumie dopiero tu w Stanach zaczela mnie ta Maria mocno uwierac, bo nie potrafilam wytlumaczyc to raz, dwa w moim zawodzie slyszy sie imie 30-50 razy dziennie. Kazda klientka, kazdy wspolpracownik, recepcjonistka itd, i musiala bym tym wszystkim ludziom ciagle tlumaczyc? Za duzo roboty.
      Kiedys zwierzylam sie mojej kolezance Sabinie z tego dylematu i ona skrocila mi te Maryle na Marle. A Marla jest nie zbyt popularnym ale jednak oficjalnym imieniem w Stanach. Pamietacie druga zona Trumpa ma na imie Marla :))) I ta moja zmiana nastapila wlasnie w tym samym czasie kiedy Trampus sie rozwodzil z Ivana, zeby ozenic z Marla:) No tak sie zlozylo.
      Ale masz racje Errato w Stanach mozna nadac dziecku kazde imie, nie wazne jak i skad sobie czlowiek wymysli to urzad tak dziecko zarejestruje. Moze wiaze sie to z faktem, ze jest nas tu tyle narodowosci i kazda ma prawo do wlasnych preferencji w tej kwestii. Ale nie ma zadnych ograniczen.

      Usuń
    4. Zdarza się nawet nadawanie nazwiska jako imienia:)
      Ja spotkałam się z "Marlą" nawet nie w jednym, a w kilku filmach.

      Usuń
    5. Tak, to nadawanie nazwiska jako imienia to najczesciej zdarza sie w przypadkach kiedy zona przyjmuje nazwisko meza natomiast narodzone dzieci dostaja nazwisko panienskie matki jako drugie imie.

      Usuń
  3. Ja nienawidziłam swojego imienia. Chciałam się nazywać Basia albo Gosia, miękko tak, a nie Iwonka. Mam teraz problem, choć nauczyłam się nie przejmować. Mówią na mnie Iwana, Ajłona, Ajłana, Iwon, wszystko to akceptuję. Szczerze mówiąc bym sobie zmieniła na Ivana bo jakoś to mi pasuje. Może jak wyjdę ponownie za mąż ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No popatrz, mnie się imię Iwona zawsze podobało. Za granicą też jest stosowane.

      Usuń
  4. Nienawidzę swojego imienia, szczególnie, że w podstawówce nazywano mnie: Kaśka- Grubaśka. Moim marzeniem była Mariola albo Grażyna, w ostateczności Agnieszka. Drugiego imienia nie mam, przy bierzmowaniu wybrałam sobie Magdalenę. Al uzywam tej Katarzyny, z czasem sie z nią pogodziłam.
    Mój teść wpadł na podobny pomysł, co Twój tato Errato; syn miał mieć na imię Karol, teść zapisał go w urzędzie jako Tomasza, córka Joanna ma na pierwsze Stanisława- tak teść chciał uczcić swoją małżonkę:p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia, Katarzyna, to zdaje się marzenie wielu moich szkolnych koleżanek. Znam parę takich, które nazwały tak swoje córki. Jest uniwersalne i piękne, tylko niestety w pewnym okresie zrobiło się zbytnio popularne. Tak to bywa z tymi ładnymi imionami, stąd dla przeciwwagi moda na imiona "brzydkie":). Szkoda mi Stanisławy - skazanej na używanie imienia drugiego, ładniejszego bądź co bądź.

      Usuń
  5. Mam trzy imiona: Izabela Maria Teresa.
    Pierwsze moje, drugie po babci, trzecie po matce chrzestej.
    Wszystkie mi pasują, szczególnie razem.
    Jak z brazylijskiej telenoweli som:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, fajne w tercecie. Mam przyjaciółkę Izabelę.

      Usuń
  6. Mojego imienia nie znosilam, bo co druga w klasie byla Anka. W domu zas wolano na mnie Hania, zreszta do dzisiaj znajomi rodzicow nadal tak mowia. Pozniej Czerwone Gitary wyspiewaly Anne Marie, a ja bylam bardzo dumna, ze mam wlasna piosenke. Dzisiaj uwazam swoje imie/imiona za bardzo ladne, choc niespecjalnie oryginalne, chyba tylko Marii jest na swiecie wiecej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marii jest od pyty albo i jeszcze wiecej :) Ja wyrzucilam moje drugie imie przy obywatelstwie a bylo Halina, na trzecie czyli to od bierzmowania mialam Barbara. Wystarczy problemu z podwojnym nazwiskiem, wiec imiona wyrzucilam dla swietego spokoju. Bo to tez mozna tych imion sobie wpisac nascie i beda wszystkie w dokumentach :)))

      Usuń
    2. Kiedy ja mialam jeszcze podwojne nazwisko, uzywalam jednego imienia, a kiedy wyrzucilam czlon panienski, bo tu nikt nie umial tego prawidlowo odczytac, zrobilo sie nagle pusto, wiec zaczelam uzywac dwojga imion.

      Usuń
    3. Errata tez moze byc dumna z imienia bo ma tez piosenke Rodowicz. :DD Malgoska!
      Ja mialam znajoma Anne ale wolali na nia Haniolek. :DDD

      Usuń
    4. Ech, Małgośka, czy ja wiem...:)

      Usuń
    5. Naprawdę "Anna" była aż tak popularna wtedy? Owszem, trochę było, ale żeby aż co druga, nie przypuszczam. Mnie się zawsze podobało, autorom piosenek również:). No i wreszcie masz tę swoja Annę Marię.

      Usuń
  7. Jakie rozne upodobania:) Moje ulubione imie to Kasia. To moje marzenie w dziecinstwie, zeby miec tak na imie! Mnie nazwali Irena, tez " niechcacy" i tak mam w dokumentach, a dla wszystkich jestem Iza. Reaguje i na Irka, i na Iza. Choc srednio mi sie podobaja. Na drugie mam Teresa. Dzieciom dalismy Agnieszka i Tomek. Oboje bylismy w tym wzgledzie zgodni:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie lubię swojego imienia, bo nie da się przytulnie zdrobnić
    Ciekawe o czym to świadczy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. że bycie Rybeńką jest Ci pisane:)

      Usuń
    2. A tam, Rybeńka, do imienia mi się w te pędy tu przyznawaj. Akurat; jedzie mi tu tramwaj?:))

      Usuń
  9. Moje imię też szczególnie nie przypadło mi do gustu, a mam tylko jedno - Sylwia. Na bierzmowaniu wzięłam Magdalenę- bo zawsze miałam słabość do tego imienia.
    Mój mąż koniecznie chcąc zdrabniać moje imię wymyślił....Sylwetka i tak też wygrawerował sobie na obrączce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śliczne imię, też bym chciała. Nosi je moja ciocia.

      Usuń
  10. A ja "swoją" Ewę zawsze lubiłam. To imię zdecydowanie do mnie pasuje. I choć z panieńskim nazwiskiem było to łącznie tylko 7 liter, to było mi pisane- jest praktycznie, rzeczowo, logicznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, rozumiem. Ciebie takie imię nie obciąża, tylko wydobywa Twój charakter. Jesteś tak kobieca i seksowna, że troszkę twardości tutaj nie zaszkodzi.

      Usuń
  11. Ja swoje imię bardzo lubię i bardzo mi sie podoba
    To nic, że w każdej szkole połowa dziewczyn w grupie to były Anie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo Ania to jedno z tych uniwersalnych, zawsze na czasie, nigdy nie powszedniejących.

      Usuń
  12. Małgorzata się mi podoba :) Chciałam sobie to imię wybrać na bierzmowanie, ale ksiądz zarządził bardzo dziwnie, bo do bierzmowania każdy szedł ze swoim imieniem pierwszym, chyba, że któraś miała Maria na drugie. Kompletnie bez sensu.
    Na drugie mam Kinga. Był moment, że nie lubiłam swojego pierwszego imienia, ale teraz mi pasuje. Się z nim zżyłam :)
    Rodziciel mój miał nader odjechany pomysł i chciał, żebym była Krzysztofa!!!!! Bo Krzysia w potopie była, nosz kurde. Tylko, że ona Krystyna, a nie żadna Krzysztofa. Na szczęście, pani w urzędzie nie chciała tego zapisać i jestem jej ogromnie wdzięczna za to, niech odpoczywa w pokoju, gdziekolwiek jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dajcie spokój, Krzysztofa! Choć teraz sobie przypomniałam, że miałam w podstawówce koleżankę o tym imieniu. Lidia fajna jest:)

      Usuń
    2. Znam jedną Krzysztofę :). I mówią na nią Krzysia :)

      Usuń
    3. Ja też później poznałam jedną Krzysię. Jest rok ode mnie starsza, ale możliwe, że nie urodziła się w naszym mieście i ją zapisali w urzędzie pod tym imieniem.

      Usuń
  13. Małgorzata, to piękne imię, w każdej odmianie! Kojarzące mi się z moją ukochaną ksiązką - "Mistrz i Małgorzata", a więc tym bardziej piekne.
    Moje własne też mi się podoba, bo po pierwsze jest po ulubionym wujku a po drugie kojarzy sie z Billewiczówną, którą to postać zawsze lubiłam, podziwiałam i szanowałam, usiłujac byc jak ona odwazna, twarda, wytrwała i mimo słabych włosiąt, warkocz posiadająca. Jednak ostatnio warkoczyk ścięłam i nic sie złego nie stało. Imię pozostało i pozostanie. Tyle tylko, że mi wygodniej w chłopięcej fryzurce.A gwałtownie potrzebowałam jakiejs zmiany...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, może być; nie narzekam:). Aleksandra to jedno z nielicznych męskich przekształconych w formę żeńską, które mi się podobają.
      Ja również mam ostatnio problem z "włosiem". Najprawdopodobniej z nerwów.

      Usuń
  14. ja mam Justyna Magdalena, używane wyłącznie Justyna... kiedyś go nie lubiłam, ale generalnie uważam ze jest ok. Uważam też, że nie ma o co kruszyć kopii- baaardzo nielubiane imię mozna przecież zmienić w urzędzie- procedura nie jest prosta, ale jeśli komuś zależy, to przecież powalczyć trochę może ;-)
    PS. Każde imię jest fajne, gdy kojarzy się z fajną osobą ♥ całuski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Justyna, ślicznie. Ach, te nasze młodzieńcze powody do nielubienia - coś w tym jest.

      Usuń
  15. Fajny temat :)
    Imię Małgorzata bardzo mi się podoba, choć w szkole miałam 4 Gośki w klasie a jedna z nich mocno zalazła mi za skórę.
    Mnie się wydawało, że każda dziewczyn(k)a na jakimś etapie swojego imienia nie lubi. Moje było w moim pokoleniu prawie unikalne, choć potem w którymś momencie zrobiło się popularne (teraz chyba znowu nie daje się go dzieciom). I tak sobie po cichu wzdychałam jako 6-latka, że Wioletta to takie ładne imię a moje...
    Potem odkryłam zalety (poczucie niezwykłości?), gdy byłam chyba jedyną osobą o tym imieniu w liceum (po 5 klas na 4 poziomach!) i na studiach (tu już mniej ludzi ale nadal ja jedyna przez cztery lata, potem na pierwszym roku znalazła się jeszcze jedna ;) )
    A teraz jestem z imienia zadowolona, natomiast nadal nie znoszę jego najpopularniejszego zdrobnienia (przez końcówkę -ka). Wiem jednak, że ci, którzy o tym nie wiedzą mówią tak z sympatii (na szczęście ci co wiedzą nie są złośliwi) więc nie mam żalu ani pretensji.

    Z lekkim szokiem czytam Wasze historie o zamienianiu imion przy wpisywaniu dziecka w urzędzie... (Choć też jedną taką historię słyszałam w realu). Ja otrzymałam na chrzcie drugie i trzecie imię po obu Babciach (w państwowych dokumentach mam tylko dwa, bo więcej nie wpisywano) i teraz sobie to cenię.
    A Magdalenę od bierzmowania na nowo odkrywam i cieszę się, że ją wybrałam, choć wtedy patrzyłam wyłącznie na to by imię było ładne...

    Wybierając imiona dla dzieci myśleliśmy o tym, by były ładne, ale też zwracaliśmy uwagę na rodzinne związki czy na patrona. Mam nadzieję że swoje imiona lubią :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, tak pewnie w wielu przypadkach jest, że swojego się nie lubi. Pewnie tak było i ze mną. Rozumiem Cię z tą Wiolettą, choć moja bratowa bardzo na swe imię narzekała:). Ja z kolei pragnęłam (jak niejedna z mych rówieśnic) być Beatą. Teraz się z tego śmieję, chociaż wiele moich koleżanek pozostało wiernych młodzieńczym fascynacjom i obdarowały córki tą "Beatą".
      Zdrobnień w zasadzie nie toleruję, a na zdrobnienie "Gosia" wręcz się zjeżam. Małgosia od biedy może jeszcze być.
      Przy wyborze imion dla dzieci wcale nie kierowałam się ładnością, bardziej czuciem. Jerzy, Basia, Olga. Póki co:)

      Usuń
  16. Bardzo lubię, szczególnie gdy sąsiadka woła swojego psa - Antek choć tu, Antek....
    Zaraz jednak przypominam sobie, że Antoni to tylko moje alter ego.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście miało być - Antek chodź tu !!!

      Usuń
    2. Nie przepadam za tą manierą nadawania pieskom ludzkich imion. Warto nieco pogłówkować i wymyślić coś oryginalniejszego:)

      Usuń
  17. Elżbieta Maria, Marii szczerze nie znosiłam, do Elki powoli się przekonywałam. Mama chciała dać mi na imię Aleksandra ale chrzestna, ojca siostra, bardzo romantyczna kobieta, czytała jak raz książkę romans, którego bohaterką była Elżbieta, przekonała brata do Elki i oto jestem. W latach późniejszych śmiać mi chciało bo Elżbiety nigdy szczególnie romansowe nie były. Gdy byłam w szpitalu 40 lat temu, skończyłam zabraną ze sobą książkę i pacjentka z łóżka obok, pożyczyła mi swoją "wspaniałą" co właśnie skończyła i był to romans, mimo nudy nie dałam rady nawet romansować z książką, pozostało w pamięci przeczytane z okładki zdanie: "i wzniosła ku górze zamglone oczy" uch na tym książkę skończyłam czytać. Do imienia przekonała mnie biografia Elżbiety I angielskiej, utwierdziłam się w niechęci do Marii biografią jej siostry Marii Krwawej i kuzynki Marii Stuart a imię Aleksandra bardzo lubię i generalnie wszystkie imiona lubię w mniejszym lub większym stopniu ale do tego dorastałam powoli. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, jak cię cieszyłam, gdy ktoś się przejęzyczył i zamiast Ewą nazwał mnie Elą. To było tak bardziej miękko i dziewczęco, zamiast twardo i "po męsku".
      Elżbieta zawsze się przewija poprzez pokolenia, wciąż są jakieś Ele, nawet w klasie mojej córki i w studenckiej grupie.

      Usuń
  18. Bardzo lubie swoje imie, I drugie tez (mam łucja). Oba raczej malo popularne. Dziekuje opatrznosci ze ciocia przemowila mojej mamie do rozsadku gdy chciala mi dac Emanuela :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lidka fajna, ale Łucja wręcz cudowna. Nie dziwota, że ostatnio nam powraca.
      Emanuela? A to dopiero! Ja z kolei przemówiłam do rozsądku siostrze, która chciała córce dać Romana. Do dziś jest mi za to wdzięczna:))

      Usuń
    2. Niby Lidek za dużo nie ma, ale w latach 70. na fali czterech pancernych i psa, było chyba dość popularne, bo znam kilka swoich imienniczek. W mojej licealnej klasie byłyśmy trzy Lidie. Małgorzaty były cztery :))) Doroty też chyba trzy, albo cztery ... nawet Marzeny dwie.

      Usuń
  19. Teraz już lubię swoje imię (Małgorzata), ale kiedyś mocno za nim nie przepadałam... Poza tym nie znoszę zdrobnień typu Małgośka, Gośka, choć dla odmiany Gosię i Małgosię lubię. I oczywiście, odkąd mi się moje własne imię kojarzy z książką Bułhakowa-pd razu jakoś lepiej.
    Dobrze że mam tylko jedno imię bo nazwisko też długie i weź się później człowieku w tych wszystkich rubryczkach zmieść. A na bierzmowaniu wybrałam sobie imię Joanna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w zasadzie żadnych zdrobnień nie lubię, a już zwłaszcza Gosia. To już Gocha brzmi o wiele lepiej:) Ale to oczywiście tylko dla żartu.

      Usuń
  20. Małgorzata to jedno z najładniejszych:) Obok Alicji i Tatiany. A moje bardzo mi się podoba, nie zamieniłbym na inne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi czytać, bo Alicja to moja mama. Marcin też jest super:)

      Usuń
  21. Odkąd znam znaczenie mojego imienia i przekaz, jaki ze sobą niesie uwielbiam to imię :) Z tego znaczenia wziął się mój nick. Mam piękne imię, po prostu. Chciałabym do jego znaczenia dorosnąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło jest móc lubić swoje imię i dodatkowo jeszcze mieć świadomość jego wyjątkowego znaczenia. W sumie kto wie, może wszystkie imiona mają pozytywne konotacje, co jednak niekiedy nie przekłada się na ich brzmieniowe, ani też skojarzeniowe piękno.

      Usuń
  22. ja ze swojego jestem zadowolony. mam też drugie ale nie pamiętam żebym je kiedykolwiek użył. natomiast u dziewczyn zawsze podobały mi sie dwa imiona: Paulina i Klaudia. może to zbieg okoliczności ale mam żonę właśnie Paulinę:)

    OdpowiedzUsuń
  23. Bo Andrzej brzmi tak rozsądnie. Niby szału nie ma, ale zawsze neutralnie, bezpiecznie, ogólnie biorąc - należycie:)

    OdpowiedzUsuń