Wojciech Gerson. Gdańsk w XVII wieku. 1865. Olej na płótnie. 103,5 x 147 cm. Muzeum Narodowe, Poznań.


Niektórzy mają skłonność do nadinterpretacji. Nieistniejących szukając podtekstów, podejrzliwie snują nowe wątki. A innym znów razem redukują przekaz, sprowadzając go do biograficznej notki. Tu jednak pomiędzy wierszami trzeba umieć czytać...
Ze zrozumieniem.

niedziela, 23 października 2016

Norge

- To co, piesku, chcesz iść do nieba? Zlustrowawszy pełnym współczucia, a jednocześnie bystrym i fachowym wzrokiem przyprowadzone do lecznicy zwierzę, spytał weterynarz. A trzeba wiedzieć, że jest to wybitny specjalista, lekarz doświadczony, bez reszty oddany czworonożnym swym pacjentom. Byłoby wprost niepodobieństwem, żeby pochopnie podjął decyzję. Zwłaszcza tę ostateczną.

Opiekunowie Norgutka - bo tym zdrobnieniem przywykliśmy go nazywać - przywieźli go tutaj na zastrzyki. Dwunastoletni piesek, a właściwie pies, gdyż rozmiary miał imponujące, od pewnego czasu niedomagał na wątrobę. Zmieniono mu karmę na specjalistyczną, włączono antybiotyk tudzież poddano całej serii zabiegów. Mimo to od pewnego czasu przestał kontrolować załatwianie potrzeb, zwłaszcza, że miał trudności z poruszaniem się, a co za tym idzie, nie był w stanie wejść ni zejść z drugiego piętra.

- Panie doktorze, wpadłyśmy z córką na taki pomysł: położymy mu w korytarzu linoleum, żeby mógł się tam wypróżniać, my zaś niezwłocznie będziemy po nim sprzątać.
- Proszę pani, w życiu każdego pieska dwie sprawy są najważniejsze: siku i kupa. Siku i kupa, że się tak dosadnie wyrażę. Kropka. Inaczej cały dom byłby zainfekowany, a to nikomu na dobre by nie wyszło. Żadne zastrzyki nie mają już tutaj sensu.
- Ale przez telefon mówił pan...
- To była taka przybliżona, niewiążąca diagnoza, oparta na prognozach z ubiegłego miesiąca.
- Czyli nie ma już dla Norgutka ratunku?
- Cóż, przykro mi...

Nie było już odwrotu i nasz Norgutek przeniósł się za Tęczowy Most.
Miał tylko 12 lat i zawsze gdzieś w głowie będzie kołatać myśl, że to jeszcze za wcześnie. Żal i wyrzuty sumienia (bo dlaczego akurat teraz, dzisiaj, a nie na przykład za tydzień) będą towarzyszyć domownikom długo. Wszak pies, który od wielu dni nie chciał już wychodzić z domu, tego akurat dnia zerwał się ochoczo z posłania i ruszył w ostatnią podróż. Może coś przeczuwał...

To był przepiękny i absolutnie wyjątkowy pies. Płowy mieszaniec labradora i owczarka niemieckiego.
Duży Beżowy Pies, jak nazywali go sąsiedzi. Gdy jego pan celebrował z nim spacery, zwierzę budziło powszechny podziw - tak piękną i szlachetną miało fizjonomię.
Niestety, jego nadmierna pobudliwość ruchowa skutecznie uniemożliwiała mi zrobienie jakiegokolwiek adekwatnego zdjęcia. Poza tym był, zdaje się, niefotogeniczny, dlatego żadne z nich nie oddaje rzeczywistej jego urody.


Tuż przed odejściem

Lecz tak poza tym, sporo było z nim kłopotów.
Już od szczeniaka całe dnie spędzał na poszukiwaniu własnego ogona, który ssał namiętnie i używał miast kropidła. Pewnego razu nawet odgryzł sobie kawałek, w wyniku czego szlachetny ów organ uległ paskudnej infekcji. Pan doktor musiał mu go skrócić do takiej długości, aby już nie mógł zębami ogonka dosięgnąć. Potem psi behawiorysta zdiagnozował u niego chorobę sierocą. Przyczyny takowej musiały mieć źródło w dzieciństwie, został on bowiem wzięty od bliżej nieznanych nam ludzi.
Lekarz zlecił również zabieg kastracji, po którym rzeczywiście Norguś znacznie się uspokoił, wyciszył i ...zaczął przybierać na wadze. Trzeba było wdrożyć odpowiednią dietę, w wyniku której na szczęście waga wróciła do normy, a i sierść zrobiła się błyszcząca.
W ciągu ostatnich dwóch lat uwzięły się na niego wszelkie choróbska. Spośród których zwyrodnienie stawów biodrowych zdawało się być największą niedomogą. Stąd właśnie seria kosztownych zastrzyków, z którymi wiązano realną nadzieję na przywrócenie sprawności. Wszak nie był to jeszcze tak stary pies, by już spisywać go na straty, godząc się z kalectwem. O ile sobie przypominam, miał jeszcze zabieg operacyjny usunięcia prostaty.

Norguś był wyjątkowym ulubieńcem mojego dziecięcia; piesek był mu powierzany w szczególnych okolicznościach - kiedy to na przykład wszyscy jego opiekunowie musieli pilnie wyjść na wiele godzin. Zwierzę nie było bowiem w stanie pozostawać w domu samo. Cały budynek był w takich razach wprost na nogi postawiony jego wyciem i szczekaniem. Jedna z sąsiadek zagroziła wręcz policją.
Pamiętam również i taką sytuację. Pozostawiony w domu Norgutek doszczętnie zdemolował mieszkanie. Pościel na łóżkach była pobrudzona, lodówka otwarta i wybebeszona, a masło wyjedzone do papieru. A nawet, o dziwo, jakimś cudem zdołał otworzyć piekarnik, zdjąć z rożna kurczaka i objeść go skrzętnie aż do gołych kości. Wprost nie mogliśmy wyjść z podziwu, jakim sposobem ten młody pies mógł takiego wyczynu dokonać. Musiał być bardzo mądry ...i niemądry zarazem.

Nie ma drugiego takiego i nigdy już nie będzie.

A jednak życie biegnie dalej i oto wszyscy zatęsknili za kolejnym pieskiem. Wszak w tej rodzinie (mówię o rodzinie męża mojej siostry) pies towarzyszył dzieciom od zawsze.
Nietrudno było się domyślić, iż wybór padnie na zwierzę ze schroniska. Niech tym sposobem choć jedno psie życie stanie się szczęśliwsze. Tym razem uzgodniono, że ma być to piesek małych gabarytów. Na pewno niełatwo będzie się przestawić (zawsze podobały się nam raczej spore psy), jednak względy praktyczne przeważyły. Pan domu jest po zawale i w razie choroby nie byłby już w stanie taszczyć po schodach tak dużego zwierza.

Po kilku pracowitych tygodniach, wypełnionych odwiedzinami w schronisku, spacerami i wzajemnej adaptacji decyzja nareszcie została sfinalizowana i oto Maniek jest już w swoim nowym domku.
Następnym razem wrzucę lepsze fotki, bo prawdę powiedziawszy nie miałam jeszcze okazji osobiście poznać pieska.
Maniek w schronisku
Zapoznawczy spacerek
Już w domku, z nowym przyjacielem

Z ostatniej chwili: siostra mówi mi przez telefon, że Maniuś jest cudowny, słodziutki i przylepny. Więcej o pieseczku napiszę już wkrótce.

18 komentarzy:

  1. Maniusiowi szczęścia życzę i żeby on dał opiekunom szczęście!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też im życzę. Na pewno się spełni:)

      Usuń
  2. Piekne obydwa psiaki! Ja też mam obecnie dwa staruszki ze schroniska, lżej mi było znieść odejście naszego jamnika Travisa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żal po staracie ukochanego zwierzątka musi być straszny. Norguś był psem mojej siostry, ale kochaliśmy go, jak własnego.

      Usuń
  3. Historia miłości. Dwóch miłości. To pięknie, że Maniek przybył na wezwanie Norgusia. :)
    I ja po raz pierwszy w życiu mam niewielkie pieski i również z tego powodu, że trauma po noszeniu Rufiego była tak duża. Teraz muszę mieć taką wagę, że ja mogę je unieść.
    Rodzina męża siostry to nasi! Zwierzolubni! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, można o nich powiedzieć - zwierzolubni, szczególnie psolubni:)
      Bez pieska jakoś tak smutno im i niekompletnie.

      Usuń
  4. Jakież to było piękne psisko. Szkoda, że tak szybko nadeszła jego pora.
    Dobrze, że Mańkowi teraz dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno będzie mu dobrze. Po tym, co biedak przeszedł, należy mu się.

      Usuń
  5. Errato!Przeczytałam ze wzruszeniem...Piekna, prawdziwa do bólu historia.Tak, to jest, radosci i smutki, dobre i trudne chwile. Każdy, kto ma, czy tez miał psa po przeczytaniu Twego posta znajdzie odbicie opisywanych tam uczuc w sobie.Dziekuję!*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie są te psie miłości. Radość miesza się z bólem a poczucie odpowiedzialności przeplata się z bezinteresowną przyjemnością przebywania ze zwierzątkiem.

      Usuń
  6. Patrze na zdjecie Maniusia w kuchni i zgadzam sie, ze piesek jest cudowny, slodziutki i przylepny. Teresa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, na pewno chodzi krok w krok za swoim ludzkim przyjacielem:)

      Usuń
  7. Tych uczuć, żalu nie da się opisać. I caly czas wyrzuty sumienia, ze taka trudna decyzje musieliśmy podjąć:((( Byl z nam 15 lat. Może jeszcze należało go leczyć? Ale on cierpiał, my tez, moj kręgosłup do teraz szwankuje od znoszenia go na dwor:( Co lepsze? To trzeba przeżyć, zeby moc zrozumiec te huśtawkę emocji, to rozdarcie...
    Fajnie, ze siostra może pozwolić sobie na nowego członka rodziny. My nie, niestety:( A tak brak nam tej przyjaznej, cieplej mordki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Troszkę się jednak wahali przed podjęciem decyzji. Przeważyła namiętność do piesków. One tam były od zawsze. Najpierw Amor, potem Moki, a następnie nieodżałowany Norge.

      Usuń
  8. Musiał być prześliczny, skoro te zdjęcia nazwane nieudanymi budzą sympatię. Niech będzie dobrze z nowym pieskiem, który wszak nie zastąpi tamtego, ale rozpocznie nowy rozdział.
    Nie mam psa, ale tak sobie myślę, że to odchodzenie zwierzęcia jest jednak nieodłącznie wpisane w życie ze zwierzętami domowymi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie mam zwierzęcia, ale kocham pieski, pod warunkiem, że są cudze:)
      Co do kotków, zachwycam się nimi, bo są to naprawdę piękne zwierzęta. Tyle, że nie mam jakiegoś osobistego stosunku do nich. Z psami jest inaczej, one bardziej przypominają ludzi, zatem nie dziwi, że w języku Indian pies nosi nazwę człowiek-pies.

      Usuń
  9. Ale piękne historie :) I oby więcej takich weterynarzy, oddanych swoim pacjentom i ich rodzinom, jak ten Wasz.
    Widać radość w oczach Mańka i wcale się nie dziwię, że jest słodki i przylepny ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W środę przychodzi do domu psi behawiorysta. Dobrze, że schronisko ma taki zwyczaj. Może to być pomocne w zrozumieniu zwierzęcia i jego wychowaniu. Wszak to jeszcze właściwie szczeniak - ponoć ma 8 tylko miesięcy, chociaż pierwotnie szacowano jego wiek na 1,5 roku. Będzie się działo:)

      Usuń