Wojciech Gerson. Gdańsk w XVII wieku. 1865. Olej na płótnie. 103,5 x 147 cm. Muzeum Narodowe, Poznań.


Niektórzy mają skłonność do nadinterpretacji. Nieistniejących szukając podtekstów, podejrzliwie snują nowe wątki. A innym znów razem redukują przekaz, sprowadzając go do biograficznej notki. Tu jednak pomiędzy wierszami trzeba umieć czytać...
Ze zrozumieniem.

środa, 22 lipca 2015

O krwi i matce trochę na wesoło

Zgodnie z tradycją dziś znowu lekki, niezobowiązujący wpis. Za to już następny będzie miał swój ciężar gatunkowy.

Gdy poczujemy w sobie ten nieodparty mus, by szpetnie zakląć, często powołujemy się na matkę.
Albo i krew.

Z krwią kojarzy mi się taki mały, rodzinny incydencik.
Tata mój bardzo był ostrożny, kiedy o bezpieczeństwo pracy idzie. Razu pewnego któraś z nas (ja albo siostra) niefrasobliwie zostawiła włączony mikser w zlewie. Następnie oddałyśmy się miłej pogawędce przy herbacie. Gdy ujrzał to nasz rodziciel, dosłownie zbladł na myśl, co by się mogło stać. Jeśliby rzeczony mikser zalany został wodą, czy jakoś tak.
- Psia krew! - kompletnie go poniosły nerwy.
- Nie psia tylko twoja, dziadku - wpadło mu w słowo moje, obecne przy tym, rezolutne dziecię.
Tata roześmiał się, przyznając rację - napięcie uległo rozładowaniu.

Następny incydencik, ten o matce, miał miejsce ze mną w roli głównej.
Zdarzyło się lat ładnych parę temu, że syn mój starszy poważył się do domu wrócić w stanie wskazującym na spożycie. Wiadomo, czego. Ot, na ognisku w koleżeńskim gronie pofolgowała sobie młódź nadmiernie. Mnie zaś, nieledwie abstynentkę, widok ten tak rozwścieczył wielce, że aż... musiałam sobie zakląć szpetnie. Uwierzcie mi, nie mogłam się powstrzymać.
- O, k**** jego mać! - wyrwało mi się całkiem spontanicznie.
Ups! Toż jego mać, to nie kto inny, tylko ja - tu omal nie parsknęłam śmiechem.

46 komentarzy:

  1. Ja przeklinalam, zanim zaczelam na dobre mowic. A bylo to tak.
    Grudzien, choinka, ozdoby na niej i ja, maly berbec, ktory pchal paluchy wszedzie tam, gdzie nie bylo wolno. Dotad psocilam, az stluklam bombke, na co babcia, zirytowana moimi wariacjami, wymruczala: "Bombka, cholera!"
    Ja natychmiast podchwycilam, bo mi sie spodobalo i zaczelam powtarzac "Bumbanela, bumbanela". Pozniej przestalam i wydawalo sie wszystkim, ze zapomnialam. Ha, akurat!
    Po jakims czasie chcieli mnie do wanny wsadzic, a ja bylam zabawa zajeta, wiec wykrzyczalam "Kumpac nie, bumbanela!" I tak oto zaczela sie moja przygoda z przeklenstwami. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uśmiałam się serdecznie:))). Tak, czy siak, lubię tak sobie czasem soczyście zakląć

      Usuń
  2. Uwielbiam takie sytuacje, które rozładowywują napięcie:)))
    Więcej dystansu do siebie i innych potrzebuję, a tak często w nerwach o tym zapominam!
    Następnym razem, gdy wkurzę się na dziecię, spróbuję krzyknąć "K**** jego mać!" Może pomoże?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie sytuacje rzeczywiście uczą dystansu, nie sposób się już potem złościć:)).

      Usuń
  3. gdy mojemu mężowi zdarzyło się zakląć K***a mać, odpowiadałam spokojnie: nie czepiaj się swojej mamy... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli wykazałaś się refleksem. Prawidłowo:)).

      Usuń
  4. Dzieci mają tą niewątpliwą umiejętność bycia rozbrajająco szczerymi, stąd zapewne Twój tato zareagował niewymuszonym śmiechem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie tak. To najlepsza z możliwych reakcja:).

      Usuń
  5. W mojej calej rodzinie nikt nie klnie oprocz mnie oczywiscie. Mam starszego o dwa lata brata, ktory chyba nigdy w zyciu nawet "dupa" nie powiedzial.
    Nie mam pojecia skad mi sie wzial ten gen:))))
    Za to "psia krew" czasem slyszalam w wykonaniu mojego dziadka ze strony ojca.
    I moj tesc, ktory slowa nie mowi po polsku, ale w mlodosc pracowal z kilkoma Polakami pochwalil sie kiedys, ze on tez umie kilka slow po polsku ale BARDZO brzydkie. Nalegalam zeby powiedzial i mnie zostawil ocene, a on na to "psia krew" i "cholera" w ramach oceny wybuchlam smiechem:)))) bo na tak kreatywne polskie slownictwo w tej dziedzinie jemu sie akurat przytrafily tylko te przeklenstwa.
    Moj maz ode mnie zna wiecej:)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym usłyszeć, jak ten Tatek tę "psiekrwię" wymawia. Ubaw byłby po pachy:)).
      U mnie w rodzinie nigdy nie przeklina mama. Tata jak najbardziej, ale też nie wszystkich używał. Nigdy na przykład nie mówił k****.

      Usuń
  6. Moi rodzice nigdy nie przeklinali, mąż też, ale mieliśmy sąsiadkę, która klęła jak szewc.
    Czasem rzucę jakimś mięsem w ślubnego jak mnie wnerwi - on przemilczy, a mnie jest lżej.
    Pozdrawiam Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedni ludzie klną, inni nie. Myślę, w przeciwieństwie do niektórych, że tak naprawdę nie ma to nic wspólnego z tak zwaną "kulturą". Z inteligencją zaś na bank nie ma:).

      Usuń
  7. motyla noga, chciałoby się powiedzieć :pp

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkiem niezłe. Od razu złość człowiekowi mija:)).

      Usuń
    2. dziś mam dzień w którym się na kogoś bliskiego straszliwie zdenerwowałam
      i ja miałam rację, of course
      strasznie klęłam, czego na co dzień w ogóle nie robię

      ale zauważyłam, ze teraz przekleństwa spowszedniały
      i qr.wa to dawna cholera jest

      Usuń
    3. Moja babcia miast cholera mówiła "choroba":)). Jakby nie było, choroba.
      Czy jednak można by było mówić "o, żółtaczka!"

      Usuń
    4. a ja " O holender " :pp

      Usuń
    5. nieeee, Anglik się nie kojarzy
      raczej O , zakręt!!

      Usuń
  8. A moja znerwicowana wychowawczyni w podstawówce,kiedy jej nerwy puszczaly...to mówiła "kurrrrrrr zapiał!!!"...no i razu pewnego ,jak się można domyślić,zamiast kurrr powiedziala wiadomo co:)))))Jej mina i zmieszanie bylo dla nas 15-latków bezcenne:)))) Oczywiscie,powiedziala"przepraszam"
    Mój mąż w ogóle nie przeklina,za to ja....kiedy się wnerwię,czesto z powodu absurdalnych sytuacji,muszę sobie ulżyć.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzecz jasna, nadużywanie jest w złym guście, lecz czasem dla wzmocnienia efektu...
      To były jeszcze stare dobre czasy, gdy nauczyciele jawili się ludźmi. Takimi z krwi i kości, nie zaś ideałami z kart literatury pedagogicznej. Co zresztą wcale nie przekłada się na umiejętność uczenia:)).
      Kur zapiał jest obłędne:).

      Usuń
  9. Staram się nie przeklinać, ale czasem, niestety .... wymsknie się i to soczyście i potoczyście. Chłop mój za to nie klnie - rzadko w każdym razie. Może więcej w pracy, bo tam sami faceci prawie.
    Pamiętam mojego bratanka, mały był, dość szybko zaczął mówić i dość szybko przyswoił sobie "zakręt". W domu nikt go tego nie nauczył, ale przychodził taki jeden wujaszek - fajny gość zresztą i on lubi wtrącać qur czaczka ;) A dziecię doskonale wiedziało, w którym momencie przerywnika użyć, miał może ze dwa latka :))) Oduczył się, bo nie zwracaliśmy na to uwagi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieci wiedzą, co dobre! :)) A tak poważnie, jeśli nie zwracać na to uwagi, przestaje być atrakcyjne i samo mija.
      Najlepiej zresztą dawać im dobre wzorce. Wszystko powinno mieć swoje miejsce i sens:).

      Usuń
    2. Wuja został wtedy pouczony, żeby się hamował i młody skończył z przeklinaniem :)

      Usuń
    3. Grunt to dobra nauczka:)).

      Usuń
  10. Najdziwniejsze jest to że przekleństwa tak szybko wpadają w ucho dzieciom.One tez ;potrafią je wyrzucić z siebie w odpowiednim momencie
    spójrz tatusiu jaka k..wa żaba - powiedział mój trzyletni syn
    Spojrzałem we wskazane miejsce . Miał rację
    POzdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miał rację, bez wątpienia:)).
      Na szczęście wypadają im równie szybko, jak wpadają. W tym nadzieja:).

      Usuń
  11. no proszę jak to można sobie samej dokopać ;))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trochę tak, jakby ktoś, chcąc kopnąć kogoś w tyłek, uderzył nogą w ścianę:).
      I jak tu nie rzec: dobrze mu tak:)).

      Usuń
    2. porównanie w punkt!!!! :))))))))))))))

      Usuń
  12. bywa , że człowiek musi bo inaczej się udusi ... no i rzuci mocniejszym słowem . Nie jestem święta , przyznaję zdarza mi się. Nie mniej nic tego faktu nie usprawiedliwia i uważam to za przejaw schamienia, którego należy się wstydzić a nie z nim obnosić.
    Podobno nam Polakom wystarczą cztery (wulgarne) słowa, by powiedzieć wszystko. Wyrazić złość, zachwyt, współczucie, zdziwienie, a nawet wyznać miłość. Przeklinają wszyscy. Bez względu na wiek, wykształcenie i majątek. Myślę , że to bardzo smutna konstatacja z przeprowadzonych badań na temat ... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, to tak, że człek musi. A co, bez powodu przecież by nie gadał:).
      Pewnie, że to przejaw chamstwa, ale, jak to mówią, odrobina chamstwa jeszcze nikomu nie zaszkodziła.:))
      Ot, życie. Ważne, by odrobina nie przerodziła się w totalne zdziczenie obyczajów. Chyba nam to nie grozi:).

      Usuń
  13. Ja jestem człowiekiem Zen, mało co mnie może z nerw wyprowadzić, nie klnę nawet w najbardziej stresujących sytuacjach. Klnę natomiast w towarzystwie przyjaciółki, podkreślając soczyście każdy ciekawszy kawałek opowiadanej historii. Przekleństwa jakich używam są mojej własnej produkcji, i są miksem dwóch języków - ja po prostu uwielbiam używać do tego syczących słów :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że tak naprawdę o to mi głównie chodziło. Nie klnie się dla wyładowania, jeno dla uzyskania ekspresji wypowiedzi:)).

      Usuń
  14. U mnie rzadko kto używał tej krwi, może mój tata czasami. :)
    Ale z macią to i ja miałam niejeden raz na pieńku :))), ale rzadko trafiałam w siebie.
    pozdrowienia :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoja córcia to wszak aniołek:)).
      Ależ błękitnie teraz u Ciebie;)

      Usuń
  15. No toś sobie przygadała :)
    Ja ostatnio niestety klnę na potęgę.
    A potem moje dzieci mówią do męża: Tato, mama się wkurzała i coś mówiła, ale my z tego połowy nie rozumieliśmy :)))
    Czyli wiesz już, jak mi się (czasami) procentowo rozkłada polszczyzna i łacina ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Innymi słowy, jesteś w komfortowej sytuacji. Możesz dać sobie upust, a jednocześnie autorytetu u dzieci nie stracić:)).

      Usuń
    2. Poniekąd. Do czasu, kiedy dzieci się nie nauczą owych przekleństw, nawet bez zrozumienia. A jak wiadomo, nie wiele do tego potrzeba :)))

      Usuń
    3. Zawsze zastanawiało mnie, dlaczego dzieci "te" właśnie słowa przyswajają sobie najłatwiej. To chyba przez ten niepowtarzalny ładunek emocjonalny:)).

      Usuń
  16. Czasem trzeba sobie przełknąć... Ponoć jest naukowo udowodnione ze przekleństwa pozwalają pozbyć się tlumionych negatywnych emocji.

    OdpowiedzUsuń
  17. Tez mi sie zdarza szpetnie zaklnąć, taki imperatyw wzmacniający ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, co wzmacniający, to wzmacniający. Temu akurat zaprzeczyć się nie da:)).

      Usuń