Wojciech Gerson. Gdańsk w XVII wieku. 1865. Olej na płótnie. 103,5 x 147 cm. Muzeum Narodowe, Poznań.


Niektórzy mają skłonność do nadinterpretacji. Nieistniejących szukając podtekstów, podejrzliwie snują nowe wątki. A innym znów razem redukują przekaz, sprowadzając go do biograficznej notki. Tu jednak pomiędzy wierszami trzeba umieć czytać...
Ze zrozumieniem.

niedziela, 16 lutego 2014

Fascynacja abstraktem

Zachwyt, fascynacja... Jakimi się to prawami rządzi.
Bywa, że kogoś zachwyci człowiek.
A właściwie jego abstrakt - wyizolowany element osoby.
Którego przedmiotem są przemyślenia, poczucie humoru, przejawy osobowości.
Wszystko w porządku, można i tak. Pod jednym wszakże warunkiem.
Nie może to stanowić pożywki pod projekcję całości osoby.
Kiedy to posiłkując się wiedzą własną wnioskujemy z czyjegoś słowa pisanego, kto on zacz.
Niestety, jak wiadomo, wiedza ogranicza. Im większa, tym ogranicza bardziej. Taki paradoks.
Dlatego, gdy do czynienia mamy z abstraktem, najlepiej odrzucić cały jej zasób, skupiając się na odbiorze treści podanych. Bez zbędnej nadinterpretacji.
Czy fascynacja abstraktem może wytrzymać próbę czasu?
Otóż może - dłużej, niż każda inna. Potrafi nawet obrosnąć legendą.
Czy jednak można wyłącznie na tym zbudować więź międzyosobową? Więź pełnokrwistą?
Nie, bo fascynacja owa z natury swojej bezkrwistą jest.
Lecz nawet jako taka ma niezaprzeczalną wartość.
Może być elementem edukacji, duchowym wsparciem, ogólnie biorąc, źródłem inspiracji wszelkich.
Nie wolno wyznawać abstraktowi miłości do grobowej deski. Chyba, że wyłącznie w obszarze abstraktu. Skierowaną do tego jedynie aspektu osoby. Nazywając rzecz po imieniu.
Nie sposób na tak kruchej podstawie przyjąć odpowiedzialności za całość osoby, której jest składową. Wszak cała reszta okazać się może niestrawna.
Nie godzi się wyznawać miłości przez internet; ani przez telefon nawet.
Warunkiem przemiany relacji w godziwą jest przejście na etap realnej znajomości. 
Z całym dobrodziejstwem inwentarza.
Nie biorę żadnej odpowiedzialności za zrodzone w czyjeś głowie projekcje mojej osoby.
Nawet, jeśli powstały w oparciu o prezentowany przeze mnie abstrakt.
Prawdziwy i logicznie spójny w swym wyrazie. Niedomówiony, jednak, choć zaszyfrowany w sposób nietrudny do odcyfrowania. 
Kto na tej kanwie stwarza sobie wizję osoby z krwi i kości, czyni to na własną odpowiedzialność.

Oto odpowiedź, mój Przyjacielu.
- To, co w chwili obecnej odpowiada mi najbardziej - nic.
Jakie było pytanie?

37 komentarzy:

  1. kwintesencja projekcji blogowych....
    choc to tylko wierzchołek wszelkich projekcji. Ciężko jest przestać :-/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Rzeczywistości blogowej dotyczy to również.

      Usuń
  2. O, świetnie napisane, ujęte w zdania wszystko to, co prawdziwe i jakże ważne w świecie...tym abstrakcyjnym, wirtualnym:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to potrafi zamącić człowiekowi w głowie. Oj, potrafi...

      Usuń
  3. abstrakt... nie miałam pojęcia że istnieje takie słowo :) Ale mam wrażenie, że choć o nim nie wiedziałam, to on się wyraźnie zaznacza w moim życiu... nie tylko w świecie wirtualnym... w realnym również.
    Abstrakt jest trochę jak maska... czasem mam wrażenie, że nawet kiedy ja jej nie noszę to inni potrafią ją nałożyć na moją twarz ...
    :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę "nagięłam" znaczenie tego słowa do własnych potrzeb. Prawo autora. Ale tylko trochę. Mam na myśli cząstkę osoby, którą ktoś inny traktuje jako całość. To byłoby zbyt idealne. Życie jest o tyle prozaiczne, że w grę wchodzi mnóstwo różnych elementów. Nawet takich, których wcale nie lubimy brać pod uwagę.

      Usuń
    2. jak ja bym chciała errato umieć tak patrzeć na ludzi i na świat.... szeroko i z zachowaniem wszystkich elementów... ale jestem jaka jestem ... abstrakt ma dla mnie ogromne znaczenie , przysłaniając czasem wszystko inne ...

      Usuń
    3. Dla mnie niestety też. I dla wielu innych osób. Ale to może sprowadzić na manowce. Cały czas się jednak uczymy. W tym nadzieja.

      Usuń
    4. Judyta poniżej napisała bardzo mądre zdanie.
      Chyba muszę się uczyć intensywniej ... :)

      Usuń
    5. My wszyscy musimy. To niezwykle budujące, móc do takiego wniosku dojść. Przecież równie dobrze moglibyśmy trwać w niewiedzy, poruszając się po omacku. W niewiedzy odnośnie konieczności uczenia się:-). To chciałam powiedzieć. Bo w stan niewiedzy jest nam przyrodzony. Przecież im więcej wiemy, tym bardziej zdajemy sobie sprawę, jak wielki obszar niedostępny jest naszemu poznaniu. I to też jest zbawienne. Uczy pokory, nie hamując przy tym głodu wiedzy.

      Usuń
  4. Smuci mnie moja ograniczonosc... w poznawaniu i dawaniu sie poznac.
    J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też bardzo smuci. Ale też daje nadzieję. Że kiedyś... Bo KIEDYŚ na pewno:-)).

      Usuń
  5. A mnie smuci, gdy ktoś nie zadaje sobie trudu, żeby mnie poznać bardziej - na podstawie pobieżnych informacji,albo (co gorsze) na własnych doświadczeniach (w myśl zasady każdy sądzi podług siebie) daje sobie prawo do wyrokowania nawet o tym co miałam na myśli mówiąc to, czy tamto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo niesprawiedliwe, by opierać sądy o innych na podstawie własnych tylko doświadczeń. Sądy na tyle kategoryczne, że nie poddane żadnej, nawet wstępnej weryfikacji zdroworozsądkowej.

      Usuń
    2. zdaje się, że bardziej poprawie byłoby według siebie;)) (nie podług siebie)

      Usuń
    3. W tym kontekście rzeczywiście brzmiałoby zgrabniej. Ale i tak jest poprawnie. "Podług", to forma archaiczna.

      Usuń
    4. Archaiczna? Tak się gwarze śląskiej mówi :)))

      Usuń
    5. Niektóre archaizmy zachowały się w różnych dialektach. Teraz na szczęście podchodzi się do gwary z pietyzmem, zamiast, jak dawniej, wykpiwać. Nie wiedziałam, że to po śląsku:-). Ja znam trochę powiedzonek poznańskich i kaszubskich.

      Usuń
    6. Moja babcia po śląsku mówi, to i ja się nauczyłam :)
      Za to z Kaszubem to bym się w ogóle nie dogadała.

      Usuń
  6. Masz rację wiedza ogranicza i czyni życie całkiem nieznośnym
    Pozdfrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopiero, gdy dobrze się nad tym zastanowić, widać to jak na dłoni. W pierwszej chwili brzmi to niemal jak świętokradztwo. Ogólnie biorąc, zbyt dużą ufność pokładamy w tzw. wiedzy; dla niektórych to coś w rodzaju świętej krowy:-).

      Usuń
  7. Pewnie, ze abstrakt to nie calosc, ale to jednak fragment ciebie przez ciebie pokazany. Mysle, ze jest jak pierwsze wrazenie, moze byc mylne, ale czesto to pierwsze wrazenie decyduje czy chcemy kogos poznac blizej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś takiego może być jedynie swego rodzaju wabikiem, nie można budować na tym wizji świetlanej przyszłości:-).

      Usuń
    2. no nie, ale tak to juz jest z pierwszym wrazeniem. niektorzy sa soba, inni tworza wlasne kreacje, a jeszcze inni w widza co chca. ;)

      Usuń
    3. Nawet, jeśli każdy jest sobą, to może nie wystarczyć. Poznanie tylko jednego aspektu stwarza płaski obraz osoby. Tu potrzeba widzenia przestrzennego.

      Usuń
  8. Och, Errato! Jaka szkoda, że w swoim czasie nie potrafiłam tak odpowiedzieć pewnemu "przyjacielowi"! Powstrzymać fali i nie dać się jej zagarnąc. Człowiek jak dziecko - chce wierzyć w abstrakty. A świat bardzo szybko wyprowadza go z błędu i potem boli prawdziwie, nie abstrakcyjnie!
    Pieknie napisany Twój ten post, mocno, prawdziwie!**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, bo właśnie ten ból jest w tym wszystkim najbardziej istotny. Co z tego, że jesteśmy sami sobie winni, dając się porwać czyjejś pięknej i nawet bardzo szlachetnej wizji. Upadek z tak wysoka boli jeszcze dotkliwiej.

      Usuń
  9. Ech, smutne.... Dobrze jednak znać granice. I odpowiednio wcześnie określić "abstrakt"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powinniśmy, ale to niebezpiecznie wciąga...:-)

      Usuń
  10. Mnie się wydaje, że człowiek jest tak bardzo złożoną istotą, że patrząc na daną osobę jedynie przez pryzmat pewnych cech, przemyśleń, czy urywków z życia, idzie się na łatwiznę. Wyrabia się opinie i karmi zniekształcone przemyślenia. A może to rodzaj oszukiwania samego siebie, czy też zaklinania rzeczywistości i zamykanie oczu na całokształt?
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem jest to wynik zapotrzebowania na pewien rodzaj relacji. Tak wielkie, że przesłania inne potrzeby, które prędzej, czy później dadzą o sobie znać. Wtedy klapki opadają z oczu i cierpi ...obiekt przedwczesnych westchnień. Bo wzdychający zwykle ręce otrzepuje, mówiąc, że ...już nic.

      Usuń
    2. O to, to... Się zgadzam :)

      Usuń
  11. Bardzo fajny post, jakże mocno dotykający naszej blogowej rzeczywistości, chociaż oczywiście nie tylko. W oparciu o abstrakt budujemy podswiadomie wizerunek, jakże często - domek z kart! Pozdrawiam! U ciebie tak zawsze ... ciekawie, mądrze, z głębią... fajne miejsce w blogosferze:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domek z kart! I teraz trafiłaś w sedno. Bo właściwie to miałam na myśli dokładnie to. Gdy budujemy na piasku, to konstrukcja jest nietrwała. Znów mam te swoje dziwne przemyślenia i wszystko zaczyna mi się w łepetynie kłębić:-)). Powinnam o tym napisać, ale boję się, że nie zostanę zrozumiana. Nie, prawdziwym problemem jest, czy zdołam to zrozumiale wyartykułować.

      Usuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie mogłam inaczej -ja tez na Twój @ nie mogę wejść;/

      Usuń
    2. Nie mam pojęcia, o co chodzi z tymi adresami. Tyle dziwacznych procedur, których nie udaje się obejść. Tymczasem może tą drogą: meg_mar@wp.pl

      Usuń