Wojciech Gerson. Gdańsk w XVII wieku. 1865. Olej na płótnie. 103,5 x 147 cm. Muzeum Narodowe, Poznań.


Niektórzy mają skłonność do nadinterpretacji. Nieistniejących szukając podtekstów, podejrzliwie snują nowe wątki. A innym znów razem redukują przekaz, sprowadzając go do biograficznej notki. Tu jednak pomiędzy wierszami trzeba umieć czytać...
Ze zrozumieniem.

środa, 2 października 2013

Coś o czytaniu. I innych rzeczach przy okazji.

Administrowanie nowym blogiem przypomina po trosze rozpracowywanie nowej zabawki. A jednak w nawale prac "konserwatorskich" znalazłam czas na czytanie książki. Zabrałam się za pozycję, do której wróciłam po latach. Bo w przeciwieństwie do niektórych, ja często wracam do obiektów swoich wcześniejszych zachwytów. Z ciekawości, czy ponowna lektura dostarczy mi podobnych wrażeń. Nie zawsze tak jest, wszak upływający czas relatywizuje to, co zdawało się być niczym skała. Obserwowanie tych zmian zabarwione jest dwoiście. Bo z jednej strony miło jest wspominać okoliczności towarzyszące wcześniejszej lekturze, z drugiej zaś, zasmuca świadomość innej perspektywy. Bo wszelkie zmiany zawsze przywołują pamięć "straconego" czasu. Niezależnie od tego, czy dotyczą jego wcześniejszych, czy też późniejszych etapów. Nostalgia maluje obrazy o barwach przywołujących na myśl te widziane "młodszymi" oczyma. Jak dobrze jest mieć upodobanie w czytaniu. Rodzice zawsze nas do tego zachęcali. Rozbudzali naszą dziecięcą wyobraźnię snując opowieści do poduszki. Te, które nam opowiadał Tata, ciekawiły nas bardziej, niż czytane bajki. I jeszcze te niedzielne wyprawy do muzeów, przenoszące mnie i moje siostry w świat ilustrowany flamandzkim malarstwem. Wreszcie powroty przez zaśnieżony Gdańsk; Tata ciągnący naszą trójkę na sankach. Grzanie się przy kaflowym piecu, gorąca herbata i jabłka pieczone w duchówce. Ciekawe, czy ktoś wie, co to za ustrojstwo jest. To taka część pieca, w której można było piec potrawy, jak w piekarniku.
Ot, na wspominki niespodziewanie mi się zebrało. To wina zbyt dużej ilości przeczytanych książek. Co ma piernik do wiatraka? A ma, jak najbardziej; bo rozbudza emocje, czyniąc człowieka podatnym na zawirowania nastrojów. Będzie tego w sposobnym czasie więcej.

Jeśli komuś zabrakło tytułu czytanej książki, to stwierdzam, że nie ma to znaczenia. Konkretne dzieła cytowane będą przy innej okazji. Jednak zdradzę tajemnicę, że obiektem mojego zainteresowania jest książka Edith Wharton "Rafa". Mniej znane dzieło, niż na przykład "Wiek niewinności", ale (jak to przeważnie ze mną bywa:-) mnie podoba się bardziej.

Już wczoraj zorientowałam się, że pominęłam dwie ważne kategorie. Będą to:
- quasi recenzja - moje subiektywne wrażenia tudzież samozwańcze sądy na temat przeczytanych książek, obejrzanych filmów, bądź sztuk, wysłuchanych koncertów etc.
- Matka i Syn - sesje muzyczne połączone z wygłaszaniem własnych opinii o wszystkim, co się z tym wiąże.

16 komentarzy:

  1. piękny opis zimy i domu... pobudził moją wyobraźnię :) I choć ja za zimą nie przepadam to takie "widoki w głowie" jakoś ją oswajają :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. o raaaany pieczone jabłka :)))) uwielbiam :) do książek tez wracam, tak jak do filmów, bo faktycznie z biegiem lat człowiek ma inne spojrzenie i zauważa coś nowego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie! Teraz to już tylko w elektrycznym piekarniku:-).

      Usuń
  3. Witaj :)
    Uwielbiam czytać, a jeszcze jak piszesz o kaflowym piecu akurat na tą porę, będę zaglądać wszak coś mi się zdaje że będą ciekawe tematy , witam w blogowym świecie :)
    Pozdrawiam Ilona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło. Tematy, jak tematy; każdy może być dobry, jeśli go z odpowiedniej strony ugryźć:-).

      Usuń
    2. Ważne właśnie jak ugryźć :) aby było ciekawie.

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Pewnie, że pycha:-). Co widzę, masz blog na temat włosów. Muszę poczytać:-).

      Usuń
  5. pieczone jabłka (w duchówce - nie miałam pojęcia, co to jest, ale same jabłka wystarczyły ;) i dobra książka - brzmi intrygująco

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiem, co to duchówka :) Przemija już powoli, mało gdzie taki piec mozna jeszcze spotkać.

    OdpowiedzUsuń
  7. Przywołałaś zapachy i smaki dzieciństwa:) Lubię wracać do ulubionych książek po latach. Przywoływac tamtew klimaty, czasami jestem zdziwiona zmianą mego spojrzenia na daną książkę, czasami nic się nie zmienia - zachwyt niezmiennie trwa

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak... Czasami nawet polecam lekturę dziecku, lub zaprzyjaźnionej osobie. Potem omawiamy swoje spostrzeżenia, nierzadko dochodząc do ciekawych wniosków.

    OdpowiedzUsuń
  9. "Bo wszelkie zmiany zawsze przywołują pamięć "straconego" czasu" - tak, racja... Też wracam do książek przeczytanych wieki temu i za każdym razem uczę się czegoś nowego... I uświadamiam sobie ten mijający czas... i zmiany

    OdpowiedzUsuń
  10. Oby przyszłość, odkrywając coraz to nowe obszary, miała nam do zaoferowania rzeczy na tyle atrakcyjne, by wciąż nam "się chciało":-).

    OdpowiedzUsuń
  11. Przypomniała mi się końcówka lat 80. Moja mama w wieczory, kiedy nie było prądu, czytała nam bajki przy świecy. Te wieczory odcisnęły się w mojej pamięci

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie. U nas zawsze robił to tata.

      Usuń